sobota, 16 marca 2013
Louis
Byłaś sama w domu, jak zwykle. Rodziców nigdy nie było, zawsze mieli jakąś sprawę, zawsze znaleźli jakąś wymówkę, by nie być blisko ciebie. Dlaczego?Bo byłaś inna. Twoje poczucia humoru nikt nie rozumiał, dlatego nigdy się nie uśmiechałaś. Chodziłaś w ubraniach, które były uszyte z inny starych szmat, szalików, bluzek znalezionych na strychu. Na nosie zawsze miałaś duże okrągłe okulary a rude, puszyste włosy spięte w dwa warkocze. Jedno oko miałaś jasnoniebieskie a drugie ciemne. Twoja jasna cera idealnie komponowała się zresztą, nie mówiąc o policzkach wyglądających jak dwa małe cukiereczki. Nikt by nie przypuszczał, że masz 20 lat. Wyglądałaś jak nastolatka, także dlatego traktowano cię inaczej. Byłaś skryta, choć nie zawsze. W młodości uważano, że jesteś szaloną i bardzo sympatyczną dziewczyną. Ale stało się. Dorastanie. Mimo że przybywało ci coraz więcej lat ty zachowywałaś się jak dziecko. Szybko się zorientowałaś, że ludzie uważają cię za dziwaczkę, ale nie potrafiłaś inaczej.
Siedząc na łóżku myślałaś o całym swoim życiu. Nie pierwszy raz to robiłaś, jeśli się zastanowić, to dość często. Zawsze w takie chwile, szłaś do łazienki, wyjmowałaś żyletkę i okaleczałaś samą siebie. Wiedziałaś, że to nie rozwiązuje problemów, ale ból przynosił ci ukojenie. Jeśli potrzebowałaś poczuć się odrobinę lepiej, brałaś cokolwiek, co jest ostre i wbijałaś w skórę.
Rodzice nigdy nie zauważyli ran, tak samo inni uczniowie. Studiowałaś sztukę, to był twój jedyny atut. Malowałaś od dziecka, zawsze ci tego zazdroszczono. Twoje rysunki i obrazy pokazywały to jaka jesteś i jak się czujesz. Dla innych były dziwne, ładne, ale dziwne.
Powoli wyszłaś z łazienki, twoja prawa ręka była w krwi. Czerwonego płynu było coraz więcej i więcej. Wróciłaś do pomieszczenia i wzięłaś wacik, starłaś krew, a potem włożyłaś rękę pod strumień zimnej wody. Chwilę to zajęła, zanim krew przestała mocno lecieć. Zakręciłaś wodę i ruszyłaś w stronę drzwi wejściowych. Chciałaś się trochę przewietrzyć. Założyłaś beżową kurtkę i wyszłaś. Było ciemno i dość zimno, jak to w Londynie. Nim się obejrzałaś zaczął padać deszcz, założyłaś kaptur na głowę i szłaś dalej. Padało coraz mocniej. Twoje trampki do końca przemokły. Postanowiłaś znaleźć jakieś miejsce, w którym mogłabyś się schować na czas deszczu. Wszystkie kawiarnie były już zamknięte, oprócz jednej. Widniał na niej neonowy napis ? Daisy?, ale ?a? migało co chwila. Z daleka było słychać cichą muzykę. To był jazz. Weszłaś do środka. Od razu poczułaś ciepło tego miejsca. Było tam tak sympatycznie, rodzinnie. Zamknęłaś oczy i wciągnęłaś powietrze przez nos. Pachniała szarlotką. Twoim ulubionym ciastem. Bez namysłu usiadłaś przy ostatnim wolnym stoliku. Resztę zajmowali mężczyźni około 30. Czekałaś, aż podejdzie do ciebie kelnerka. W tym czasie wsłuchiwałaś się w muzykę. Na małej scenie grał zespół ?Faceci w Garniturach? , wiedziałaś to, bo zaraz nad nią wisiał duży plakat z tym zespołem. Nie zauważyłaś, że obok ciebie stoi starsza kobieta i miętowo-białym fartuszku i z notesem w ręku. Odwróciłaś się w jej stronę i zamówiłaś szarlotkę. Dostałaś ją w kilka minut. Wzięłaś pierwszy kawałek do ust. Była pyszna, taka jaką babcia robiła 12 lat temu. Przez kilka chwil rozkoszowałaś się tą całą atmosferą.
Nagle podszedł do ciebie chłopak, średniego wzrostu z jasno brązowymi włosami. Był cały mokry.
-Mogę się dosiąść?- zapytał. Kiwnęłaś tylko głową, nawet się nie uśmiechając. Chłopak zawołał kelnerkę, ta szybko podeszła i wzięła zamówienie ? szarlotkę- Kobieta uśmiechnęła się i odeszła.
-Ale pada- powiedział chłopak, próbując zacząć rozmowę, ale ty nie odpowiedziałaś. Siedziałaś jak przyklejona i nic się nie odzywając jadłaś swoje ciasto. - Jestem Louis, a ty ?- kolejny raz spróbował, postanowiłaś jednak mu odpowiedzieć
Jestem [T.I]- i tyle koniec rozmowy, żadne z was już się nie odezwało.
Dochodziła 22:00. Zostaliście sami w kawiarni. Kelnerka poinformowała was, że zamykają. Wzięłaś swoją kurtkę wiszącą na krześle i powoli ją założyłaś. Louis zrobił to samo. Wyszliście z budynku. Szliście krok w krok, w ciszy.
-Chyba mało mówisz?- powiedział. Taka była prawda.
-Tak, mało- odpowiedziałaś, nie chciałaś kłamać, ale rozmawiać też. Zawsze przy rozmowie z kim kolwiek udzielałaś krótkich odpowiedzi.
Samotność, to dręczyło cię najbardziej, wiedziałaś, że gdybyś się zmieniła,ludzie traktowaliby cię inaczej, ale nie chciałaś tego, nie chciałaś zmiany.
Wiesz, gdybyś się przełamała, to może poznalibyśmy się lepiej, bo wydajesz się bardzo...- nie wiedział jakiego słowa użyć
-Dziwna?- powiedziałaś
-Nie , raczej interesująca- uśmiechnął się pokazując białe ząbki. Spojrzałaś na niego. Uśmiechnęłaś się. Od tak dawna kąciki twoich ust powędrowały ku górze. Czułaś się dobrze w jego towarzystwie, mimo że znałaś go od godziny. Nagle ustał na zakręcie. Spojrzałaś na niego z pytającą miną.
-Ja tu skręcam- wyjaśnił a ty kiwnęłaś głową i poszłaś w swoją stronę.
* Tydzień później *
Codziennie o 21 chodziłaś do ?Daisy?, ale chłopaka tam nie była. W końcu straciłaś nadzieję. Rano wstawałaś o 13, spóźniałaś się na zajęcia, zaniedbywałaś wszystko, a całe to zamieszanie było spowodowane Louisem.
Na dworze było ciepło, więc wyszłaś na spacer. Szłaś po parku, w około było mnóstwo ludzi. Wyszłaś na ulicę, tam ludzi było jeszcze więcej. Szybko stąpałaś po chodniku. Nagle stanęłaś w miejscu,odwróciłaś w kierunku jezdni. Po drugiej stronie stał on. Chłopak z ?Daisy?. Patrzyliście na siebie, nie przeszkadzali wam przechodnie, ani samochody. . Dla was wszyscy ruszali się w zwolnionym tempie, liczyliście się tylko wy, nikt więcej. Ale ta chwila nie mogła trwać wiecznie, ruszyłaś dalej, wtopiłaś się w tłum. Ale chłopak biegł za tobą, przebiegł przez jezdnie i szukał ciebie w tłumie. Po chwili poczułaś rękę na swoim ramieniu, odwróciłaś się i zobaczyłaś Louisa.
?Znalazłem cię w końcu?- powiedział bezdźwięcznie. Wyrwałaś się z jego uścisku i uciekłaś. Sama nie wiedziałaś dlaczego, w końcu bardzo chciałaś znowu go zobaczyć, znowu poczuć jego boski zapach, usłyszeć melodyjny głos, spojrzeć w te pełne radości oczy. Zatrzymałaś się i odwróciłaś w stronę chłopaka, ale jego już tam nie było. Rozglądałaś się po całej ulicy, ale on zniknął. Jakby rozpłyną się.
Szłaś teraz powoli ze spuszczoną głową - ?Dlaczego uciekłam?? pytałaś w myślach samą siebie. Usiadłaś przy fontannie, ręką nabierałaś wodę a następnie wylewałaś ją z powrotem. Zauważyłaś, że w środku leżą monety. Wygrzebałaś z kieszeni jakieś drobne, ścisnęłaś je mocno w dłoni.
-Chcę znowu spotkać Louisa, tego chłopaka z Daisy, proszę?- powiedziałaś cicho i wrzuciłaś monety do wody. Rozejrzałaś się wokoło, nic się nie stało. ? Jesteś głupia, myślałaś, że to zadział? biłaś się z myślami. W końcu wstałaś i poszłaś przed siebie. Nagle potknęłaś się o kamień, upadłabyś gdyby nie jakiś chłopak, w ostatniej chwili cię złapał. Spojrzałaś na niego. To był Louis. Uśmiechał się do ciebie, patrzyliście na siebie, nie mogłaś oderwać od niego wzroku. Dopiero teraz zauważyłaś jaki jest przystojny.
Postawił cię w końcu, a ty dokładnie się mu przyjrzałaś, był taki idealny.
-Teraz mi nie uciekniesz, prawda?- zapytał, pokręciłaś przecząco głową uśmiechając się.Chłopak złapał cię za rękę i poprowadził w kierunku ławki, usiedliście na niej, cały czas patrząc na siebie. Nie miałaś wątpliwości, że się zakochałaś, że to miłość. Pierwszy raz w życiu doznałaś tego uczucia.
-Nie wiem jak zacząć..- powiedział chłopak. - Może opowiesz mi coś o sobie?- zaproponował
-Ja ymmm....jestem [T.I]...- nie potrafiłaś rozpocząć rozmowy
-To już wiem- zaśmiał się lekko- Uda ci się, to tylko rozmowa, kilka zdań , złożonych ze słów, złożonych z liter, nic strasznego. - powiedział po chwili. Przełknęłaś ślinę i zaczęłaś
-Mam 20 lat i ten...no..studiuje sztukę ? spuściłaś głowę. Chłopak delikatnie podniósł twój podbródek, ku górze.
-Więc malujesz...Ja śpiewam, w zespole- dodał
-To fajnie. - powiedziałaś
-Wiesz, mamy próbę za chwile, może chcesz zobaczyć?- pokiwałaś głową. Znowu wziął twoja rękę i ruszyliście. Czułaś, jakbyś znała go przez całe życie, jakbyście byli przyjaciółmi od zawsze.
*Tydzień później *
Siedzieliście z Louisem w wykwintnej restauracji. To była wasza pierwsza randka. Od tygodnia spotykaliście się w Daisy. W końcu odważył się zaprosić cię na randkę. Jedliście bukiet warzyw z kawałkami kurczaka z miodem. Nie za bardzo lubiłaś takie klimaty. Wolałaś luźną atmosferę, zjeść hamburgera lub jakieś ciasto. To było zbyt sztuczne. Nie chciałaś mówić tego chłopakowi, za bardzo się starał. Louis chyba to zauważył. Poprosił o rachunek. Spojrzałaś na niego pytającym wzrokiem.
-Widzę, że ci się to nie podoba.- uśmiechnęłaś się. Louis zapłacił i wyszliście z restauracji. Trzymając się za ręce poszliście do ?Rose? , knajpki z milk shake'ami. Zamówiliście duży truskawkowy z 2 słomkami.
Siedząc przy stoliku patrzyliście sobie w oczy.
-Wiem, że znamy się nie całe 2 tygodnie, ale , [T.I] czy ty....- nie dokończył , wielka ciężarówka uderzyła z dużą prędkością w ścianę. Przygniotła ciebie i Louisa. Straciłaś przytomność, ale wszystko słyszałaś. Chłopak płakał, mimo krwi na całej twarzy mówił do ciebie.
-Proszę zostań ze mną, nie umiem wytrzymać bez ciebie, codziennie nie mogę się doczekać aż się spotkamy. Zrozumiałem, że cię kocham, jesteś inna niż wszystkie. Latami szukałem dziewczyny, która będzie ze mną nie dla sławy i pieniędzy. Ty taka jesteś lubisz mnie takim jakim jestem, a może nawet kochasz. Chciałbym żebyś tu ze mną została, żebyś była ze mną, że byś była moją dziewczyną. Nie zostawiaj mnie- poczułaś łzę na swoim policzku. Ale było już za późno, umarłaś.
Louis trafił do szpitala, od tej pory musiał jeździć na wózku. Nigdy cię nie zapomniał i nigdy nie związał się z inną kobietą, został samotny do końca swojego życia. Umarł ze starości mając 87 lat.
Byliście razem w niebie, już na zawsze, szczęśliwi.~Horanowa
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Awwwwwwwwwwww.... <33333
OdpowiedzUsuń