sobota, 30 marca 2013

Info

Czy chciałby ktoś odkupić ode mnie The Sims z bezludnej wyspy ??? za 30 zl to BARDZO TANIO  <3 ~Horanowa

piątek, 29 marca 2013

Harry :(


Był 14 luty mój chłopak ze mną zerwał...
Było mi strasznie przykro,więc aby poprawić sobie humor poszłam do parku ..
Było w nim tyle wspomnień ...
ja i Derek ...
Pamiętam jeszcze jak pierwszy raz się pocałowaliśmy ...
A teraz...Teraz nie ma już nic ..Nie ma nas... Nie ma nic...
Szłam uliczką przez park,ujrzałam przez łzy chłopaka z lokami.
Miną mnie...
-Halo!! -krzykną chłopak
-tak-obróciłam się ze łzami w oczach
-Dlaczego tak śliczne oczy płaczą ??? - Zapytał się loczek
-Oj nieważne...- odpowiedziałam ocierając łzy
-No ale jakiś powód musi być-zagaił chłopak
-nie chce o tym rozmawiać-powiedziałm rozpłakując
Podszedł do mnie i mnie przytulił.
-Jak masz na imię ???- zapytał
-[T.I} A Ty ???- odpowiedziałam pytając
-Harry...Harry Styles -uśmiechną się do mnie
-Ten Harry z One Direction ??-Zapytałam zdźiwiona
-Owszem ale błagam się nie piszcz BŁAGAM! -powiedział a ja sie zaśmiałam :3
-okok nie martw się -Odpowiedziałam
-Może dasz się zaprosić na herbatę ???-Zapytał z nutką nadziei w głosie
-Z chęcią - odpowiedziałam
Poszliśmy do pobliskiej kawiarni.
Było bardzo miło przegadaliśmy całe 3 godziny...
-Może dasz się zaprosić do mnie do domu ??? -Zapytał
-No nie wiem...-Odpowiedziałam bez pewności w głosie
-No nie bój się mnie,Nie jestem Pedofilem :) -Odpowiedział po czym się uśmiechną
-No ok ale nie mam z czego zadzwonić do rodziców żeby im powiedzieć gdzie jestem-powiedziałam
-Spoko masz tu mój telefon i dzwoń ..Tylko ni gadaj za długo-Zaśmiał się Harry
Zadzwoniłam do rodziców i skłamałam że zostanę u koleżanki na noc.
Zgodzili się bez problemu.
Harry zabrał mnie ze sobą do domu.
Gdy dojechaliśmy drzwi domu były uchylone ..
-Zostań tu ja sprawdzę co się tam dzieje _Powiedział poddenerwowany Harry
-Nie zostawiaj mnie tu...-szepnęłam
Harry wszedł pierwszy a ja tuż za nim...
Ktoś był w domu ...
Nagle usłyszałam jak ktoś upada...
Zapaliło się światło ...
Zobaczyłam Harrego w kałuży krwi...
Byłam przerażona...
upadłam na kolana i zaczęłam krzyczeć ipłakać
-HARRY KOCHAM CIĘ SŁYSZYSZ ?!?!?!? kUR** CO JEST DLACZEGO JA MAM TAKIE ŻYCIE BOŻE !!!!
HARRY KOCHAM CIĘ ...
Zobaczyłam obok Harrego nóż którym go dźgną włamywacz...
Wzięłam go do ręki i zadałam sobie cios prosto w serce...
Znależli nas Zyn i Liam ...
Policja uznała że to ja nas zabiłam ...ale i tak nikt nigdy nie pozna prwdy...
~Horanowa :3

poniedziałek, 25 marca 2013

:*


Dlaczego jest tak cholernie popieprzone??!?!!?
Niektórzy widzą ich codziennie... na żywo
A my!?!?!?!?....mamy banany na twarzy jak obejrzymy wywiad w internecie
To jest po prostu przykre oni nie wiedzą nawet jak my ich kochamy ...
Nie wiedzą ile dla nas znaczą....
Marzymy,śnimy,planujemy~ żeby choć raz ich zobaczyć ,usłyszeć! na żywo...
Wiedząc że nigdy się to może nie spełnić ....
Ale nadal jesteś my wytrwałe i mamy tą nadzieje...
KOCHAM WAS DIRECTIONERS:Malikowa,Tomlinsonowa i Kevinowa.~Horanowa :*

piątek, 22 marca 2013

hej ! jestem nową adminka!
                                                          bede podpisywała sie -Kevinowa

sobota, 16 marca 2013

Harry

Jesteście od roku razem jutro macie swoją pierwszą rocznice waszego związku.Byłąś pewna że Harry zapomniał o waszej rocznicy lecz w tajemnicy przygotowywał dla ciebie wielką niespodziankę.Nadszedł następny dzień wasza rocznica wbrew pozorom początek dnia był zwyczajny wstałaś ubrałas się i poszłaś na miasto na wielkie zakupy które planowałaś.Wybrałaś się na nie po jakieś nowe ciuchy,buty i akcesoria na dzisiejszy obiad który planowałaś zrobić dla ciebie i dla Hazzy.W tym samym czasie Harry rezerwował bilety i załatwiał inne sprawy związane z dzisiejszym wylotem do Paryża na którym miał zaśpiewa Ci twoją ulubioną piosenkę grupy w której gra z nowego albumu Take Me Home They Don't About Us.Kiedy wróciłaś z zakupów byłaś bardzo zmęczona ale również zadowolona z łupów.Zaczełaś przymierzać wszystkie żeczy które kupiłaś.Przy tym tańczyłaś do piosenki Kiss You.Gdy nagle usłyszałaś dzwonek i pukanie do dźwi.Zastopowałaś muzyke i podeszłaś do dźwi.Otworzyłaś je a na progu stał Harry który zapytał się ciebie:
H:Spakowana już?
T:Ale gdzie idziemy nic mi nie mówiłeś
H:Pakuj się szybko bo nie zdążymy!
T:Dobrze-powiedziałam i szybko pobiegłam na góre spakować nowe rzeczy które kupiłam na zakupach
Kiedy byłam już spakowana Harry złapał mnie za rękę wzią moją walizkę i włożył ją do bagażnika ja zamknełam dźwi na klucz i wsiadłam do samochodu.Wypytywałam się Harrego gdzie jedziemy.Ale on nie chciał nic powiedzieć.W końcu dojechaliśmy na lotnisko Harry wzią nasze walizki i wsiedliśmy do samolotu który miał lecieć do Paryża byłam bardzo podekscytowana.Kiedu już po 2 godzinach dojechaliśmy na miejsce poszliśmy z Haroldem do restauracji zjedliśmy kolację,a po kolacji zaprowadził mnie w dziwne miejsce gdzie prawie w ogóle nie było żadnych ludzi i było ciemna.Harry kazał mi zamknąć oczy i zaprowadził mnie na sofe i powiedział:
H:Nie otwieraj oczu dopuki ci nie powiem
T:Dobrze-odparłam
Harry odszedł kawałek i powiedział możesz już otworzyć oczy w tym samym momencie zapaliły się światła.Sala była była pięknie ustrojona na scenie stał Harry,Louis,Zayn,Liam i Niall którzy śpiewali mi moją ulubioną piosenkę They Don't About Us.Po piosence Harry wręczył mi wielki bukiet czerwonych róż.Później złapał mnie za ręke i wyszliśmy z sali. ~Tomlinsonowa

Louis


Byłaś sama w domu, jak zwykle. Rodziców nigdy nie było, zawsze mieli jakąś sprawę, zawsze znaleźli jakąś wymówkę, by nie być blisko ciebie. Dlaczego?Bo byłaś inna. Twoje poczucia humoru nikt nie rozumiał, dlatego nigdy się nie uśmiechałaś. Chodziłaś w ubraniach, które były uszyte z inny starych szmat, szalików, bluzek znalezionych na strychu. Na nosie zawsze miałaś duże okrągłe okulary a rude, puszyste włosy spięte w dwa warkocze. Jedno oko miałaś jasnoniebieskie a drugie ciemne. Twoja jasna cera idealnie komponowała się zresztą, nie mówiąc o policzkach wyglądających jak dwa małe cukiereczki. Nikt by nie przypuszczał, że masz 20 lat. Wyglądałaś jak nastolatka, także dlatego traktowano cię inaczej. Byłaś skryta, choć nie zawsze. W młodości uważano, że jesteś szaloną i bardzo sympatyczną dziewczyną. Ale stało się. Dorastanie. Mimo że przybywało ci coraz więcej lat ty zachowywałaś się jak dziecko. Szybko się zorientowałaś, że ludzie uważają cię za dziwaczkę, ale nie potrafiłaś inaczej.
Siedząc na łóżku myślałaś o całym swoim życiu. Nie pierwszy raz to robiłaś, jeśli się zastanowić, to dość często. Zawsze w takie chwile, szłaś do łazienki, wyjmowałaś żyletkę i okaleczałaś samą siebie. Wiedziałaś, że to nie rozwiązuje problemów, ale ból przynosił ci ukojenie. Jeśli potrzebowałaś poczuć się odrobinę lepiej, brałaś cokolwiek, co jest ostre i wbijałaś w skórę.
Rodzice nigdy nie zauważyli ran, tak samo inni uczniowie. Studiowałaś sztukę, to był twój jedyny atut. Malowałaś od dziecka, zawsze ci tego zazdroszczono. Twoje rysunki i obrazy pokazywały to jaka jesteś i jak się czujesz. Dla innych były dziwne, ładne, ale dziwne.
Powoli wyszłaś z łazienki, twoja prawa ręka była w krwi. Czerwonego płynu było coraz więcej i więcej. Wróciłaś do pomieszczenia i wzięłaś wacik, starłaś krew, a potem włożyłaś rękę pod strumień zimnej wody. Chwilę to zajęła, zanim krew przestała mocno lecieć. Zakręciłaś wodę i ruszyłaś w stronę drzwi wejściowych. Chciałaś się trochę przewietrzyć. Założyłaś beżową kurtkę i wyszłaś. Było ciemno i dość zimno, jak to w Londynie. Nim się obejrzałaś zaczął padać deszcz, założyłaś kaptur na głowę i szłaś dalej. Padało coraz mocniej. Twoje trampki do końca przemokły. Postanowiłaś znaleźć jakieś miejsce, w którym mogłabyś się schować na czas deszczu. Wszystkie kawiarnie były już zamknięte, oprócz jednej. Widniał na niej neonowy napis ? Daisy?, ale ?a? migało co chwila. Z daleka było słychać cichą muzykę. To był jazz. Weszłaś do środka. Od razu poczułaś ciepło tego miejsca. Było tam tak sympatycznie, rodzinnie. Zamknęłaś oczy i wciągnęłaś powietrze przez nos. Pachniała szarlotką. Twoim ulubionym ciastem. Bez namysłu usiadłaś przy ostatnim wolnym stoliku. Resztę zajmowali mężczyźni około 30. Czekałaś, aż podejdzie do ciebie kelnerka. W tym czasie wsłuchiwałaś się w muzykę. Na małej scenie grał zespół ?Faceci w Garniturach? , wiedziałaś to, bo zaraz nad nią wisiał duży plakat z tym zespołem. Nie zauważyłaś, że obok ciebie stoi starsza kobieta i miętowo-białym fartuszku i z notesem w ręku. Odwróciłaś się w jej stronę i zamówiłaś szarlotkę. Dostałaś ją w kilka minut. Wzięłaś pierwszy kawałek do ust. Była pyszna, taka jaką babcia robiła 12 lat temu. Przez kilka chwil rozkoszowałaś się tą całą atmosferą.
Nagle podszedł do ciebie chłopak, średniego wzrostu z jasno brązowymi włosami. Był cały mokry.
-Mogę się dosiąść?- zapytał. Kiwnęłaś tylko głową, nawet się nie uśmiechając. Chłopak zawołał kelnerkę, ta szybko podeszła i wzięła zamówienie ? szarlotkę- Kobieta uśmiechnęła się i odeszła.
-Ale pada- powiedział chłopak, próbując zacząć rozmowę, ale ty nie odpowiedziałaś. Siedziałaś jak przyklejona i nic się nie odzywając jadłaś swoje ciasto. - Jestem Louis, a ty ?- kolejny raz spróbował, postanowiłaś jednak mu odpowiedzieć
Jestem [T.I]- i tyle koniec rozmowy, żadne z was już się nie odezwało.
Dochodziła 22:00. Zostaliście sami w kawiarni. Kelnerka poinformowała was, że zamykają. Wzięłaś swoją kurtkę wiszącą na krześle i powoli ją założyłaś. Louis zrobił to samo. Wyszliście z budynku. Szliście krok w krok, w ciszy.
-Chyba mało mówisz?- powiedział. Taka była prawda.
-Tak, mało- odpowiedziałaś, nie chciałaś kłamać, ale rozmawiać też. Zawsze przy rozmowie z kim kolwiek udzielałaś krótkich odpowiedzi.
Samotność, to dręczyło cię najbardziej, wiedziałaś, że gdybyś się zmieniła,ludzie traktowaliby cię inaczej, ale nie chciałaś tego, nie chciałaś zmiany.
Wiesz, gdybyś się przełamała, to może poznalibyśmy się lepiej, bo wydajesz się bardzo...- nie wiedział jakiego słowa użyć
-Dziwna?- powiedziałaś
-Nie , raczej interesująca- uśmiechnął się pokazując białe ząbki. Spojrzałaś na niego. Uśmiechnęłaś się. Od tak dawna kąciki twoich ust powędrowały ku górze. Czułaś się dobrze w jego towarzystwie, mimo że znałaś go od godziny. Nagle ustał na zakręcie. Spojrzałaś na niego z pytającą miną.
-Ja tu skręcam- wyjaśnił a ty kiwnęłaś głową i poszłaś w swoją stronę.
* Tydzień później *
Codziennie o 21 chodziłaś do ?Daisy?, ale chłopaka tam nie była. W końcu straciłaś nadzieję. Rano wstawałaś o 13, spóźniałaś się na zajęcia, zaniedbywałaś wszystko, a całe to zamieszanie było spowodowane Louisem.
Na dworze było ciepło, więc wyszłaś na spacer. Szłaś po parku, w około było mnóstwo ludzi. Wyszłaś na ulicę, tam ludzi było jeszcze więcej. Szybko stąpałaś po chodniku. Nagle stanęłaś w miejscu,odwróciłaś w kierunku jezdni. Po drugiej stronie stał on. Chłopak z ?Daisy?. Patrzyliście na siebie, nie przeszkadzali wam przechodnie, ani samochody. . Dla was wszyscy ruszali się w zwolnionym tempie, liczyliście się tylko wy, nikt więcej. Ale ta chwila nie mogła trwać wiecznie, ruszyłaś dalej, wtopiłaś się w tłum. Ale chłopak biegł za tobą, przebiegł przez jezdnie i szukał ciebie w tłumie. Po chwili poczułaś rękę na swoim ramieniu, odwróciłaś się i zobaczyłaś Louisa.
?Znalazłem cię w końcu?- powiedział bezdźwięcznie. Wyrwałaś się z jego uścisku i uciekłaś. Sama nie wiedziałaś dlaczego, w końcu bardzo chciałaś znowu go zobaczyć, znowu poczuć jego boski zapach, usłyszeć melodyjny głos, spojrzeć w te pełne radości oczy. Zatrzymałaś się i odwróciłaś w stronę chłopaka, ale jego już tam nie było. Rozglądałaś się po całej ulicy, ale on zniknął. Jakby rozpłyną się.
Szłaś teraz powoli ze spuszczoną głową - ?Dlaczego uciekłam?? pytałaś w myślach samą siebie. Usiadłaś przy fontannie, ręką nabierałaś wodę a następnie wylewałaś ją z powrotem. Zauważyłaś, że w środku leżą monety. Wygrzebałaś z kieszeni jakieś drobne, ścisnęłaś je mocno w dłoni.
-Chcę znowu spotkać Louisa, tego chłopaka z Daisy, proszę?- powiedziałaś cicho i wrzuciłaś monety do wody. Rozejrzałaś się wokoło, nic się nie stało. ? Jesteś głupia, myślałaś, że to zadział? biłaś się z myślami. W końcu wstałaś i poszłaś przed siebie. Nagle potknęłaś się o kamień, upadłabyś gdyby nie jakiś chłopak, w ostatniej chwili cię złapał. Spojrzałaś na niego. To był Louis. Uśmiechał się do ciebie, patrzyliście na siebie, nie mogłaś oderwać od niego wzroku. Dopiero teraz zauważyłaś jaki jest przystojny.
Postawił cię w końcu, a ty dokładnie się mu przyjrzałaś, był taki idealny.
-Teraz mi nie uciekniesz, prawda?- zapytał, pokręciłaś przecząco głową uśmiechając się.Chłopak złapał cię za rękę i poprowadził w kierunku ławki, usiedliście na niej, cały czas patrząc na siebie. Nie miałaś wątpliwości, że się zakochałaś, że to miłość. Pierwszy raz w życiu doznałaś tego uczucia.
-Nie wiem jak zacząć..- powiedział chłopak. - Może opowiesz mi coś o sobie?- zaproponował
-Ja ymmm....jestem [T.I]...- nie potrafiłaś rozpocząć rozmowy
-To już wiem- zaśmiał się lekko- Uda ci się, to tylko rozmowa, kilka zdań , złożonych ze słów, złożonych z liter, nic strasznego. - powiedział po chwili. Przełknęłaś ślinę i zaczęłaś
-Mam 20 lat i ten...no..studiuje sztukę ? spuściłaś głowę. Chłopak delikatnie podniósł twój podbródek, ku górze.
-Więc malujesz...Ja śpiewam, w zespole- dodał
-To fajnie. - powiedziałaś
-Wiesz, mamy próbę za chwile, może chcesz zobaczyć?- pokiwałaś głową. Znowu wziął twoja rękę i ruszyliście. Czułaś, jakbyś znała go przez całe życie, jakbyście byli przyjaciółmi od zawsze.

*Tydzień później *
Siedzieliście z Louisem w wykwintnej restauracji. To była wasza pierwsza randka. Od tygodnia spotykaliście się w Daisy. W końcu odważył się zaprosić cię na randkę. Jedliście bukiet warzyw z kawałkami kurczaka z miodem. Nie za bardzo lubiłaś takie klimaty. Wolałaś luźną atmosferę, zjeść hamburgera lub jakieś ciasto. To było zbyt sztuczne. Nie chciałaś mówić tego chłopakowi, za bardzo się starał. Louis chyba to zauważył. Poprosił o rachunek. Spojrzałaś na niego pytającym wzrokiem.
-Widzę, że ci się to nie podoba.- uśmiechnęłaś się. Louis zapłacił i wyszliście z restauracji. Trzymając się za ręce poszliście do ?Rose? , knajpki z milk shake'ami. Zamówiliście duży truskawkowy z 2 słomkami.
Siedząc przy stoliku patrzyliście sobie w oczy.
-Wiem, że znamy się nie całe 2 tygodnie, ale , [T.I] czy ty....- nie dokończył , wielka ciężarówka uderzyła z dużą prędkością w ścianę. Przygniotła ciebie i Louisa. Straciłaś przytomność, ale wszystko słyszałaś. Chłopak płakał, mimo krwi na całej twarzy mówił do ciebie.
-Proszę zostań ze mną, nie umiem wytrzymać bez ciebie, codziennie nie mogę się doczekać aż się spotkamy. Zrozumiałem, że cię kocham, jesteś inna niż wszystkie. Latami szukałem dziewczyny, która będzie ze mną nie dla sławy i pieniędzy. Ty taka jesteś lubisz mnie takim jakim jestem, a może nawet kochasz. Chciałbym żebyś tu ze mną została, żebyś była ze mną, że byś była moją dziewczyną. Nie zostawiaj mnie- poczułaś łzę na swoim policzku. Ale było już za późno, umarłaś.
Louis trafił do szpitala, od tej pory musiał jeździć na wózku. Nigdy cię nie zapomniał i nigdy nie związał się z inną kobietą, został samotny do końca swojego życia. Umarł ze starości mając 87 lat.
Byliście razem w niebie, już na zawsze, szczęśliwi.~Horanowa

Niall


Łzy spływają mi po poliku na każdą myśl o tym zdarzeniu .
Przecież mogłem ją wtedy jeszcze uratować , to ona powinna żyć nie ja ...
Chciałbym teraz tak mocno ją przytulić , posmakować jeszcze raz jej słodkich warg .
Ale jej już nie ma ,a ja siedzę samotnie spoglądając na nasze wspólne zdjęcie .
Jej uśmiech , dołeczki w policzkach i kasztanowe włosy sprawiały ,że była idealna .
Nie potrzebowała nie wiadomo jakiego makijażu ,żeby wyglądać prześlicznie , jej uśmiech sprawiał ,ze stawała się najpięknieszą kobietą na ziemi .
Uśmiech który był wywołany przeze mnie .
Ten jej ciepły , czuły nieco dziecinny glos zawsze sprawiał ,że dostawałem miłych dreszczy .
A teraz ?  .Teraz nie mogę go usłyszeć , nie mogę jej dotknąć , nie mogę jej pocałować.
Jedyne co mi po niej pozostało to zdjęcie , nagranie w telefonie oraz jej sweter który nadal pachniał jej słodkimi perfumami które tak uwielbiam.
Nie mogę powstrzymać łez , za każdym razem gdy o niej wspominam , tak bardzo mi jej brakuje , jej otuchy, jej poczucia humoru .
Była dla mnie idealną dziewczyną , moją jedyną tak mocną i wielką miłością .
Ale Bóg musial mi ją zabrać , czemu ? . Czemu nie mogłeś zabrać mnie ? . To wszystko przeze mnie , gdyby nie ja ona nadal by żyła , nadal promieniałaby swoim zniewalającym na kolana uśmiechem .
Wszystko stało się tak szybko , jej powieki które zaczynały coraz szybciej się zamykać , jej ciało które trzymalem na rękach .
Poszliśmy z Zaynem i [T.I.] na spacer ,ciągle mocno ją przytulałem , całowałem czule ,a Zayn po prostu nam towarzyszył .
Chodziliśmy samotnie uliczkami Londynu kiedy zauważyliśmy samochód jadący w naszą stronę  .
Szliśmy dalej nie myśląc o tym ,ze on moze specjalnie jedzie w naszym kierunku .
Jednak [T.I.] spojrzala do tyłu , widząc z jaką prędkością jedzie auto kazała nam uciekać , biec  .
Mocno trzymałem ją za ręke , moje serce kołatało jak oszalałe , czułem strach .
Obróciłem głowę do tyłu , auto nadal za nami jechało , nie odpuszczało .
Zayn pobiegł w innym kierunku ,ale ja i [t.I.] byliśmy nie rozłączni .
Nagle poczułam jak jej ręka ześlizguję się z mojej , zgubiłem ją , nie czułem ciepła jej ręki , nie czułem już nic oprócz strachu .
Usłyszałem huk ...
Obróciłem się do tyłu , chcąc ja odnaleźć , wołałem ją ,ale nigdzie jej nie było , samochodu również .
Wtedy spojrzałem w dół , jej sine ciało leżało na zimnej jak lód ziemi .
Jej tak cudowne zielono-niebieskie oczy patrzały wprost na mnie .
Podbiegłem do niej , wziąłem ją na ręce  .
Ona była na tyle silna ,żeby swoją ręką dotknąć mojego policzka .
Pociągnęła mnie lekko do siebie , oddała pocałunek i powiedziała :
-Mówiłam ci już ,że twoje usta mają smak słodkiej wiśni ? . Dlatego tak kocham je całować , czuć ich smak , trudno będzie mi się z nimi rozstać ,ale jestem bezsilna , w lodówce masz dużo jedzenia , kocham cię .
Z jej oka wylała się jedna błyszcząca łza .
-[T.i.] nie zostawiaj mnie , bądź silna jak zawsze , bądź silna ... -Mówiłem juz dławiąc się łzami .
-Obiecaj mi ,że będziesz szczęsliwy ,ze nie zrobisz żadnego głupstwa , ja będe zawsze przy tobie Niall . -Powiedziała bardzo cichym głosem .
-[t.I.] kocham cię . -Powieziałem ,a z moich oczu łzy kapały na jej nową białą sukienkę .
-Przepraszam ... -Powiedziała po czym jej powieki zamknęły się .
Zaczełem wrzeszczeć , krzyczeć , dotykać jej włosów , jej twarzy , jej ciała .
Mocno ją tuląc , nie wierząyłem ,że jej juz nie ma , nie ma kogoś kogo tak bardzo kocham , z kim chcialem spędzić resztę swojego życia .
Położyłem ją na ziemi , wtuliłem się w nią , wspominając dawne czasy , słysząc jej głos .
Wtedy podszedł do mnie Zayn , ktory probował mnie od niej odciągnąć , jednak ja mocno go popchałem ,a on upadł na ziemię .
Nagle zauważyłem na jej plecach coś czarnego , przyjrzałem się dokladnie , to był tatuaż , najwidoczniej zrobiony nie dawno .
Ten tatuaż to był napis , napis "I am strong".
Wtedy zrozumiałem ,ze ona walczyła , walczyła do końca .
Poczułem znowu chłodne dłonie Malika , które zaczęły mnie szarpać ,a z jego ust usłyszałem parę krótkich słów :
-Niall ona już nie zyję .
-Nie mów tak ! . -Powiedziałem szarpiąc go ,a jednoczęśnie całując jej chłodne usta  .
Po jakimś czasie udało się Zaynowi, odciągnąć mnie od ciała [t.I.] .
Po chwili zabrali jej ciało,a ja pogrążałem się w smutku u Zayna w domu .
Parę dni później zjawiliśmy się w sądzie ...
Odnaleźli sprawcę zabójstwa mojej pięknej [T.I.] .
Kiedy sędzia wezwał mnie jako świadka , podchodzilem ze łzami w oczach , przed oczami miałe cały obraz z tamtego zdarzenia .
Początkowe pytania sędziego były łatwe ,ale potem powiedział ,żebym opisał całą sytuację z tamtego dnia .
Było mi ciężko , bardzo ciężko , zaczęłem pod nosem coś bełkotać :
-To ...ee....To ....było ...
Nie zdążyłem wypowiedzieć całego zdania kiedy przerwał mi sprawca tego całego zdarzenia .
-To ty miałeś zginąć , nie ona , ty miałeś umrzeć , nie ona , ona po prostu znalazła się w nie właściwym miejscu o nie właściwym czasie  .
Wtedy dotarło do mnie ,że to wszystko przeze mnie , zaczęłem się obwiniać .
Sprawca dostał 20 lat więzienia ,a u mnie zostały tylko wspomnienia związane z [T.I.] .
Po jej smierci wytatułowałem sobie taki sam tatuaż jak miała [t.I.] na plechach tylko ,że ja mialem dopisane jej imię .
Teraz tak sobie siedzę , patrzę na zdjęcie , wspominam , płaczę .
Czuję ciepły dotyk na mojej ręce i wiem ,że ona jest przy mnie , ona jest moim aniołem stróżem .
Ona nigdy mnie nie opuści ,a ja jak przyjdzie na mnie czas to znowu ją spotkam i zobaczę jej piękny uśmiech , pocałuje ją , zostane przy niej i będziemy na zawsze szczęśliwi i już nikt nam w tym nie przeszkodzi   ,a teraz musze brać z niej przykład i być silnym , muszę walczyć do końca . /Napiszcie komentarz to dla mnie ważne , ważna jest wasza opinia, bo dzięki wam tu jestem , podoba się  ?.  Oceniajcie w komentarzu , Kocham was <3 . ~Horanowa

Zayn


- Nie mów tak. Jesteś tutaj i to jest teraz najważniejsze. - pogłaskałem jej policzek i uniosłem twarz, by mogła na mnie spojrzeć. - Jeszcze nikt nigdy nie powiedział mi tylu wspaniałych i pięknych rzeczy na mój temat, w dwie minuty. - uśmiechnęła się. - Gdybym tylko umiał powiedzieć ci jaka ty jesteś dla mnie ważna i jak bardzo zmieniło się moje życie dzięki tobie, zrobiłbym to i robiłbym przez cały czas, codziennie, co godzinę. Kocham cię, [T.I]. Kocham ciebie najprawdziwszą miłością jaką można darzyć drugiego człowieka. - po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko otarłem. Przytuliłem ją do siebie i ten dzień spędziłem z nią, tylko w jej towarzystwie. Nie odzywając się, a będąc razem i wsłuchując się z bicie naszych serc, które tworzyły niesamowitą harmonię.
Trzy dni bez niej to był koszmar. Gdy tylko wróciłem pojechałem do szpitala. Musiałem ją zobaczyć. Musiałem jej dotknąć, poczuć, usłyszeć. Moje serce na samą myśl o niej, przyspieszało swojego bicia. Biegłem ile sił w nogach do sali, na drugim piętrze. Chciałem już być w środku i tulić ją do siebie. Otworzyłem drzwi, a obok jej łóżka siedział, poznany mi już wcześniej, ojciec [T.I]. Widząc mnie chyba nie był zbyt zadowolony. Przeprosiłem i posyłając dziewczynie krótki uśmiech, wyszedłem na korytarz. Te piętnaście minut było jeszcze gorsze niż całe trzy dni. Drzwi otworzyły się, a moim oczom ukazał się wysoki mężczyzna. Wstałem z krzesła i chciałem iść do [T.I], kiedy coś mnie zatrzymało. Odwróciłem głowę i zauważyłem pana [T.N].
- Zostaw ją w spokoju. Ona nie potrzebuje twojej łaski, ani pieniędzy. Idź bawić się do swoich bogatych kumpli, a jej daj spokój. - chwycił w dłoń moją koszulę i pociągnął. - Czytałem trochę o tobie i może uznasz, że nie jestem tolerancyjny, ale gówno mnie to obchodzi. Po prostu nie podoba mi się twoja religia, dlatego teraz wrócisz do domu i zostawisz moją córkę w spokoju, rozumiesz? - powiedział groźnym tonem, a ja miałem mętlik w głowie. Dlaczego tak bardzo przeszkadzało mu to w co wierzę? Dlaczego nie mógł traktować mnie jak równego człowieka? Kochałem jego córkę całym swoim sercem. To, że byłem muzułmaninem, nie znaczyło, że jestem jakimś złym człowiekiem.
- Dlaczego miałbym zostawić ją w spokoju? - odpowiedziałem, chociaż nie wiedziałem czy był to dobry pomysł, by wchodzić z nim w jakiekolwiek dyskusje, chociaż wiedziałem, że muszę walczyć o miłość i o [T.I]. - Kocham [T.I]. Jest dla mnie najważniejsza. - wyśmiał tylko moje słowa.
- Kochasz? Przecież ona zaraz umrze. Zresztą... ja już swoje powiedziałem. Wynosisz się stąd i jeśli jeszcze raz zobaczę cię przy mojej córce, pożałujesz! - krzyknął. Usłyszałem tylko jak ktoś upada, szybko odwróciłem głowę i w ostatnim momencie zdążyłem złapać siedemnastolatkę, która zapewne słyszała całą naszą rozmowę.
- Niech pan wezwie lekarza. - powiedziałem przejęty.
- Lekarz! Gdzie jest, lekarz?! - wydzierał się mężczyzna, a po chwili dwoje lekarzy zajęło się nastolatką. Czekałem razem z jej ojcem na korytarzu. Nie zamierzałem zrezygnować z [T.I], nigdy. Była najważniejszą osobą w moim życiu. Chociaż z jednej strony rozumiałem jej ojca, gdyż on się o nią martwił, ale ja nie chciałem dla niej źle, a wręcz przeciwnie. Pragnąłem by była najszczęśliwszą osobą na świecie. Po chwili lekarz wyszedł z sali, a my podeszliśmy do niego pytając co z siedemnastolatką.
- Wszystko w porządku. Zemdlała, najwyraźniej coś ją zdenerwowało. Na szczęście już jest dobrze, ale jeśli będzie się to powtarzało to po prostu przyspieszycie państwo cały ten przebieg. Dlatego proszę jej teraz nie denerwować. - nakazał, a my pokiwaliśmy głowami. Pan [T.N], wskazał mi drzwi do sali, pozwolił mi do niej wejść. Ucieszyłem się i od razu wszedłem do pokoju. Wyglądała na osłabioną, ale co się dziwić, przed chwilą zemdlała. Położyłem się obok niej i zgarnąłem jej włosy, za ucho. Była taka piękna,nawet, gdy jej twarz wyglądała na zmęczoną, a usta były sine i wyschnięte. Pocałowałem ją w czoło i wyszeptałem jak bardzo ją kocham.
Wychodząc z budynku, usłyszałem jak ktoś mnie woła. Zauważyłem biegnącego w moją stronę ojca [T.I].
- Przepraszam Zayn. Nie wiem co mnie napadło, źle się zachowałem. Ja po prostu.. ta cała sytuacja mnie przerasta.. chyba sam rozumiesz. Przepraszam. - ucieszyły mnie jego słowa. Uśmiechnąłem się i podałem mu dłoń w geście pokoju. Uścisnął ją mocno, po czym wrócił do budynku.
          Jechaliśmy już ponad godzinę, a jej mina i zaciekawienie widokiem za szybą, była niesamowita. Patrzyłem na nią i bardziej skupiałem się na jej pięknej twarzy, niż na drodze, za co karciłem się w myślach. [T.I] wyszła ze szpitala na jakiś czas, gdyż od kilku dni czuła się już naprawdę dobrze, a wyniki badań wykazały, że może, a nawet wskazane jest by spędziła trochę czasu w gronie najbliższych. Jej marzeniem było mieszkać w domu na wsi. Wiedziałem, że w wieku siedemnastu lat, nie będzie mogła w nim ze mną zamieszkać, ale chociaż pobyć w nim kilka dni. Kupiłem go niedawno, tylko dlatego by spełnić jej największe marzenie. Gdy dojechaliśmy na miejsce, przyglądała się dość dużemu budynkowi, z werandą, ozdobionemu kolorowymi kwiatami. Drewniane okiennice idealnie kontrastowały z jasno żółtym kolorem ścian.
- Kto tutaj mieszka? - spytała po chwili dziwienia się wszystkim dookoła.
- My. - odpowiedziałam, a ona ze zdumieniem spojrzała na mnie i wyczekiwała wyjaśnień. - Zawsze mówiłaś, że pragniesz mieszkać w domu na wsi, dlatego postanowiłem, że spełnię to marzenie. - nagle wybuchnęła płaczem, a ja wystraszyłem się, ze zrobiłem coś źle. Podszedłem do niej przejęty i przytuliłem. - Wszystko w porządku? Zrobiłem coś nie tak? - pokręciła głową.
- Kupiłeś dom specjalnie dla mnie, żeby spełnić marzenie chorej dziewczyny, która niedługo i tak odejdzie z tego świata, zostawiając ciebie samego. Tak bardzo chciałabym być z tobą jak najdłużej, zestarzeć się w tym domu, w bujanym fotelu. Czytać bajki wnukom, lub opowiadać jak ciebie poznałam. Tylko, że to niemożliwe.. Mój los jest już przesądzony, ale gdyby nie ty, to wszystko wokół mnie nie miałoby sensu. Pragnę żyć jak najdłużej i cieszyć się tym. Kocham cię. - przytuliłem ją mocniej, a po moich policzkach również spłynęły łzy. Myśl, że dzień, w którym ona odejdzie jest coraz bliżej, zabijała mnie od środka, chociaż starałem się o tym nie myśleć.
           Wstała i wyciągnęła do mnie rękę. Chwyciłem ją i poszedłem za nią, obejmując ją w biodrach. Słońce odbijało swoje promienie, o soczyście zieloną trawę, która w ich blasku wyglądała jeszcze piękniej i żywiej.
- Mam ochotę tańczyć, skakać, śmiać się. Sprawiasz, że czuję się piękna i szczęśliwa, Zayn. Nikt jeszcze nie zrobił dla mnie tyle wspaniałych rzeczy. - odwróciła się do mnie, chwyciła moją twarz w swoje szorstkie dłonie i pocałowała. Poczułem jej smak. Najwspanialszy smak, jakiego mogłem kiedykolwiek spróbować. Zaczęła skakać i biegać ciągnąc mnie za sobą. Śmiała się głośno. Czułem jakby świat na chwilę się zatrzymał i pozwolił nam cieszyć się tym co jest wokół nas. Po chwili ujrzała kolorowego motyla, za którym zaczęła biegać dosłownie jak malutka dziewczynka. Kochałem ją, a ona z każdym dniem zbliżała się do wyroku jaki postawiło przed nią życie. Gdy już się trochę zmęczyła, przytuliła do mnie i szliśmy w stronę naszego, wspólnego domu. Usiadłem na bujanym fotelu na werandzie, a ona na moich kolanach. Wtuliła się w moją szyję i wdychała moje perfumy. - Zayn. - zaczęła, a ja spojrzałem na nią wyczekując kontynuacji. - Obiecaj mi, że jeśli odejdę nie będziesz płakał. - patrzyła prosto w moje oczy. Nie wiedziałem czy mogę jej to obiecać, bo przecież to chyba niemożliwe. - Obiecaj mi. Jesteś taki piękny, a jeśli zobaczę łzy na twoich policzkach i zaszklone oczy to poczuję się jeszcze gorzej, a przecież wiesz, że będę na ciebie patrzyła z góry. Zawsze przy tobie będę nie ważne co by się działo.
- Obiecuję ci.
- Obiecaj, że gdy odejdę to zadedykujesz mi 'Moments' na koncercie. - jej oczy się zeszkliły, ale nie pozwoliła im spłynąć.
- Obiecuję.
- I obiecaj, że twoje życie nie zakończy się na mnie. Że znajdziesz wspaniałą dziewczynę, która później będzie twoją żoną, a następnie będziecie mięli gromadkę dzieci. Zabierzesz ją tutaj i powiesz jej, że była kiedyś taka dziewczyna jak ja i spełniłeś jej wszystkie marzenia, sprawiłeś, że się uśmiechała, że mimo wszystko była szczęśliwa, że to dla niej kupiłeś ten dom... - nie dokończyła, gdyż zaczęła płakać.
- Obiecuję. Obiecuję, że zrobię wszystko co tylko zechcesz [T.I], ale pamiętaj, że nigdy nie pokocham nikogo tak bardzo jak ciebie. Nigdy nie przestanę ciebie kochać.
- Wiem. Wiem Zayn. - przytuliła mnie z całych sił i starała się uspokoić emocje.
[Klik]   Następnego dnia obudziło nas słońce wpadające przez ogromne okna do sypialni. Leżeliśmy na wielkim łóżku, wtuleni w siebie. Była przykryta pościelą, która ukazywała jej chude, blade ramiona. Pocałowałem ją w czoło i poszedłem przygotować śniadanie. Po chwili była już obok mnie w bosych nogach i krótkim szlafroku.
- Wiesz.. Najbardziej cieszy mnie fakt, że umrę ze świadomością, że był ktoś kto mnie kochał i jestem pewna, że zrobiłby dla mnie wszystko. - uniosła kąciki ust, po czym pocałowała mnie w policzek. Fakt, że śmierć nadejdzie lada chwila, nie przerażał już jej tak bardzo jak siedem miesięcy temu, kiedy ją poznałem. Teraz była zupełnie inną osobą niż wtedy. Teraz pragnęła wykorzystać ten czas jak najlepiej. Nie załamała się, mimo iż miała ku temu ogromny powód.
- Kocham cię. Kocham cię jak nikogo innego. Wariuje na twoim punkcie, wiesz? - zaśmiała się i wtuliła w moje ramiona. Stanęła przy szafce kuchennej, a ja dokończyłem jajecznicę. Postawiłem danie na stół i zaczęliśmy się karmić, śmiejąc się i żartując. [T.I] poszła na górę, a ja pozmywałem naczynia. Po kilku minutach była już obok mnie. Chciała wyjść na zewnątrz, a ja postanowiłem iść na górę by się ubrać. Odwróciłem głowę w jej stronę i zobaczyłem tylko jak upada. Wiedziałem, że to już koniec...
         Obiecałem, że nie będę płakał. Stojąc na pogrzebie obok tych wszystkich ludzi, dla których była jedną z najważniejszych i najwspanialszych osób na świecie, którzy płakali jak opętani było to strasznie trudne. Oczy miałem szklane, ale dla niej nie pozwoliłem im narysować ścieżki na moim policzku.
Obiecałem, że zadedykuje jej 'Moments' na koncercie, tak też zrobiłem.
Obiecałem, że moje życie nie zakończy się tylko na niej. Że znajdę wspaniałą dziewczynę, która później będzie moją żoną, a następnie będziemy mięli gromadkę dzieci. Zabiorę ją do domku na wieś i powiem jej, że była kiedyś taka dziewczyna jak [T.I] i spełniłem jej wszystkie marzenia, sprawiłem, że się uśmiechała, że mimo wszystko była szczęśliwa, że to dla niej kupiłem ten dom... Obiecałem, ale jeszcze tego nie zrobiłem. Wydaje mi się, że wystarczy poczekać. Chociaż i tak wiem, że tylko ją byłem w stanie pokochać tak mocno i tak prawdziwie..
~Horanowa

Harry smutny


-Ale jak to ? - zapytałam chłopaka
-Poprostu [T.I], znudziłem się Tobą. Dajmy sobie spokój – powiedział.
Znudził się mną? Chłopak z którym byłam 2 lata powiedział mi, że się mną znudził.
Odszedł szybkim krokiem z ławki, na której siedział wraz ze mną. 2 wspaniałe lata z Tomem- chłopakiem z mojego liceum. Przez ten czas ani jedna kłótnia nie przydarzyła nam się, a teraz ? To koniec.
Siedziałam sama na ławce. W ręce trzymałam mały scyzoryk. Zawsze z nim jestem, a raczej to on ze mną. Otworzyłam go i chwyciłam mocno w obie ręce. Po co miałam istnieć, skoro nie miałam z kim. Chłopak którego kochałam całym sercem, zostawił mnie. Po co w takim razie miałam sobie zaśmiecać umysł nic nie znaczącymi wspomnieniami? No po co ? No było zbędne.
Nagle znikąd pojawił się chłopak. Usiadł koło mnie. Głowę miał spuszczoną w dół. Nie zapytał czy może sie dosiąść. Poprostu sam to zrobił. Nie widziałam kto to był. Nie interesowało mnie to za bardzo. Jednak po chwili niezręcznej ciszy zdołałam się popatrzyć na niego. Poznałam go od razu. To Harry Styles. Ten Harry z One Direction. Pod wpływem emocji, które mnie ogarniały nie powiedziałam nic. Nadal siedziałam w bez ruchu i wpatrywałam sie w ostrze.
-Gdybyś chciała to zrobić, już dawno byś to zrobiła.- usłyszałam głos chłopaka
Jego glos był wrażliwy i pełem smutku. Ciepiał. Bynajmniej takie miałam wrazenie.
-Myśle nad tym, czy tego tak naprawdę chcę- odpowiedziałam ze łzami
-Jaka jest przyczyna tego, że chcesz to zrobić? - zapytał kierując swój wzrok na mnie.
Po chwili popatrzyłam na niego. Był załamany. Oczy miał czerwone od łez i czerwone policzki od zimnego powietrza.
-To konieczne? Napewno Cię to nie interesuje. Masz wkońcu swoje życie. Swoje problemy. Co obchodzi cię przypadkowo poznana dziewczyna w parku? - zapytałam odwracając wzrok
-Gdyby mnie to nie obchodziło, to bym nie zapytał.Ale skoro tak mówisz... - Harry wstał z ławki o odszedł. W ostatniej chwili chwyciłam go za rękę i lekko do siebie przyciągnęłam.
-Nie to miałam na myśli. Usiądź prosze.- powiedziałam w strone chłopaka, a ten zrobił to co wymieniłam – Wiem, że ty też cierpisz. Co jest w takim razie twoim powodem?- zapytałam go nieśmiało, patrząc mu prosto w zielone oczy.
-Dziewczyna.... Niby ta jedyna, a jednak .... a jednak wszystko poszło nie pomyśli.- powiedział kierując równiez swój wzrok w moje oczy
-Chyba wiem, o czym mówisz. Chwile temu.. zerwał ze mną chłopak.-
-Widziałem . To znaczy, domyślałem sie, że to zrobił.-
-Jak to widziałes?- zapytałam go lekko zszokowana
-Siedziałem wcześniej na tej ławce – *wskazał palcem* - widziałem mniej więcej jak Cię potraktował. Wiedziałem, że zerwał i podszedłem do ciebie. Domyślałem się, że będziemy w tej samej sytuacji. Chciałem porozmawiać -odpowiedział
-Rozumiem- powiedziałam i chwyciłam się obiema rękami za ramiona . Było mi zimno. Wiał lekki wiatr, przez którego miałam dreszcze.
-Zimno Ci?- zapytal z troską
-Troszeczkę.-
-Może pójdziemy na jakąs kawę?-zaproponował
-Jest wieczór. O tej godzinie nie pije kawy. Ale dzieki za propozycję. - zaśmiałam sie
-W takim razie na herbatę. Może Nando's? -
-Dobrze. Możemy iść.- powiedziałam z uśmiechem
-A tak ogółem, to jestem Harry.- powiedział i wystawił swoją dłoń przed siebie
-Jestem [T.I] – uścisnęłam jego dłoń i oboje uśmiechnęliśmy sie do siebie
-Idziemy?-zapytał
-Jasne- odpowiedziałam
Doszliśmy do Nando's . Wypiliśmy razem herbatę. Porozmawialiśmy, wymienilismy się numerami, a na końcu Harry odprowadził mnie do domu. Podziękowałam mu za miło spędzony wieczór i weszłam do środka.
Nasza rozmowa trwala dalej. Ale w innej postaci. Pisaliśmy ze sobą to na TT, to na telefonie.
Spotykalismy sie codziennie, spędzaliśmy razem i wspólnie wolny czas.
Po kilku dniach Harry powiedział mi, że wyjeżdża w trasę. W trasę, która ma trwać 6 miesięcy. Nie uśmiechało mi się na myśl o niej. Ale to jego praca, nie mogłam sie z nim nie zgodzić.
Wyjechał. Nadal pisaliśmy ze sobą i rozmawialiśmy przez Skype'a czy telefon.
Po miesiącu straciliśmy kontakt. Harry nie odpisywał mi na sms'y . Nie rozmawialiśmy ze sobą ani nic. Zmartwiłam się. Bałam sie , ze cos moze mu sie stało, ale w innym razie któryśz chłopców powiedziałby mi o tym.
Kilka dni siedziałam w domu i próbowałam dodzwonić sie do Harr'ego i chłopców. Nikt nie odbierał. Nie wiedziałam co jest nie tak? To moja wina? Przeszkadzałam im w pracy? Nic nie rozumiałam. Po jakimś czasie dostałam wiadomość od Hazzy. Patrząc na wyświetlacz telefonu i widząc napis "Harry" od razu sie uśmiechnęłam. Ale od razu zesmuciłam, kiedy zobaczyłam jego treść...."Zostaw mnie w spokoju. Mnie i chłopaków. To było glupie, że wogóle się zaprzyjaźniliśmy. Choć właściwie, to jakby nie patrzeć ty sie zaprzyjaźniłaś. Ja teraz szczerze mam cię w dupie." - wpatrywałam się w ekran i jeszcze raz powoli czytałam, co jest tam napisane. Nie mogłam uwierzyć w to co czytam. Jak mógł? Przecież tak dobrze się dogadywalismy. Byliśmy przyjaciółmi. Ale... wyszło, że znowu to ja zostaje na lodzie. Po co ? Dlaczego znowu byłam taką idiotką i dałam sie wrobić? Zawsze ktoś musi mnie zawodzić. Zawsze ! Ale dlaczego? Co ja takiego złego robie tym wszystkim ludziom? To że zyje? To im przeszkadza? Przeszkadza im moje istnienie? Przez wszystko. Przez wszystkie te miłości i przyjaźnie jestem winna. Jak ja mogłam robić sobie takie szanse. Myślałam, że przypadkowo poznany chłopak, ktory jest znany na całym świecie, zaprzyjaźni sie z taką osoba jak ja? Z osobą, z którą ojciec daje sobie ledwo radę. Byłam tylko ja. Ja i moj tato. Kilka lat temu zginęła moja mam. Miala wypadek. A jestem sama, bo jestem jedynczką. Kto więc chcialby kolegować sie z taką osobą jak ja? Jeszcze krok dzielił mnie od biedy. W szkole też byłam tą która siedzi na boku. A mój chłopak? Sama sie zastanawiam dlaczego ze mną był. Wszyscy sie śmiali z tego, ze z nim jestem. Wkoncu to on nie wytrzymal, ze stał sie mniej popularny dzieki mnie. Ale po 2 latach dopiero? To nie było do przewidzenia.
Po chwili przemyśleń wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer Hazzy z nadzieją, że odbierze. I odebrał. Zapłakana ze strachu i załamania nie mogłam wydobyć z siebie słowa, ale wkońcu sie przełamałam.
-Harry, dlaczego?- płakalam do słuchawki i oczekiwałam na odpowiedź chłopaka
-Daj mi spokój ! - powiedział i rozłączył się
Moje życie już do końca straciło sens. Popłakałam sie jak małe dziecko i skuliłam nogi do podbródka. Siedziałam i rozmyślałam. To juz kolejna osoba, która mnie rozczarowała i na której sie zawiodłam. Cóż... taka jest kolej życia. Ale, nie mogłam tego zmienić.
Wyszłam z domu i udałam się do parku. Usiadłam na ławce, na której poznalam Hazze. Napisałam jeszcze raz sms'a do Hazzy.Wyciągnęłam z ręki ostrze, ktore było zawsze w mojej kieszeni. Zaczęłam pisać po ręce wyraz, który miał wypełnić pustkę w moim sercu. "Harry". Napisałam imie tego, który mnie zawiódł, ale tego, którego kochałam. Do którego odczuwałam coś, czego nie potrafiłam sobie uświadomić, ani wyjaśnic.
Nie pomogło to, w tym, abym od razu zamknęła oczy i pożegnała sie z tym życiem. Miałam jeszcze czas i miejsce, zeby zapełnic swoja reke czymś jeszcze. Zaczęłam malować serce obok imienia, ale nie zdążyłam go dokończyć. Krew spływala mi po dłoni, nogach a nastepnie jej final byl na ziemi, obok ławki.
Upadłam. Ostatecznie skończyłam cierpienie i ból zarówno w sercu jak i w częściach zewnętrznych. Jedynie co mogłam wtedy zrobić, to czekać za Harr'ego. Już tam na górze.
* oczami Harr'ego *
Od jakiegoś czasu [T.I] nie odpisuje mi na TT . Nie mogłem inaczej sie z nią skontaktować. Zgubiłem telefon. Chwile po wyjeździe w trase go zgubiłem. Nie miałem jak napisać jej o mojej sytuacji. Byc moze nie widziała wiadomosci na TT. Tak strasznie za nią tęsknie. Chciałbym usłyszeć jej głos. Ale nie moge. Nie mam jak. Teraz. Kiedy juz mam z czego do niej zadzwonic. Ona nie odbiera. Kupiłem nowy telefon, ale ona nadal nic. Brak kontaktu. Kiedy pytałem chłopców, czy kontaktowała sie z nimi, oni tylko dziwnie sie na siebie patrzyli i mowili, ze nie.
Po kilku dniach telefon oddał mi Paul. Powiedział, ze znalazł go.
Zaczęłem przeglądać wszystko co w nim było. Te sms'y o co chodzi ? Tyle nieodebranych połączeń. I co ?? Ostatni sms od [T.I] przyprawił mnie o dreszcze.
"Przepraszam Harry, ze wogóle utrzymywałeś kontakt z taką osobą jak ja. Dziękuje, ze byłęś ze mną "szczery" . Rozczarowałam się. Naprawde. Nie wiedziałam, że istnieja jeszcze tacy jak ty. Z pozoru fajny i mily chlopak. A tak naprawde nic nie znaczący koleś, ktoremu zalezy tylko na popularności. Było mi miło spędzać z Tobą czas, ale życie jest inne Harry, uświadom to sobie.To już prawie koniec. Zapamiętaj, moment w którym sie poznaliśmy i moment w którym pozegnaliśmy. Wiedz, ze zawsze będę twoim życiem, głosem i powodem do życia, tak jak w piosence "Moments". Prosze, wiedz o tym."
Upadłem na kolana i schowałem głowę w dłonie. Kto to zrobił? Dlaczego? Przecież to [T.I] uswiadomiła mi czym tak naprawde jest miłośc. To z nią, chciałem dokończyć życie. Z nią. A nie bez niej. Zacząłem głośno płakać. Siedziałem sam w pomieszczeniu do czasu, kiedy Paul wszedł do mojego pokoju hotelowego. Wiedziałem, ze to on zrobił. On nigdy nie chciał, zebyśmy sie z kimś wiązali. Mówił, ze przez to tracimy fanów.
-Harry, za chwile idziemy na próbe- poinformował mnie
-To przez Ciebie !- krzyknąłem do Paul'a i rzuciłem sie na niego – jak mogłes? Zabiłes ją !!- zrozumiałem ze musze byc z nią teraz, a nie z Paul'em, ktory za to zaplaci.
Natychmiast go puściłem i szybko sie ubrałem. Wziąłem swoje rzeczy i wsiałem w samolot. Z Francji do Wielkiem Brytani nie leci sie długo. Ale za długo, zeby czekac na [T.I] siedziałem nadal z telefonem w ręku i nie mogłem uwierzyć, ze ona naprawde nie żyje.
[rzypominałem sobie słowa piosenki, które napisała mi w sms'ie . "Your life, your voice, your reason to be" – ona była i jest życiem, glosem i powodem do bycia.
Kochalem ja. Ale chciałem poczekac do konca trasy. Nie chcialem związku na odleglosc. Chcialem byc przy niej wtedy kiedy by mnie potrzebowala.
Ale nie zdążylem.
Wysiadłem z samolotu. Udałem sie szybko do domu [T.I] jej tato powiedział, ze nie żyje. Nie powiedział co sie stało. Siedzial zapłakany i trzymał w ręku jej zdjecie. Na sam widok chciało sie płakac. Poszedłem na cmentarz i szukałem nowo zrobionego grobu.
-Nawet nie byłęm na pogrzebie. Jak moglem ją tak zawieść. Dlaczego wogóle takie cos mialo miejsce- zastanawialem sie ze łzami w oczach.
Doszedłem do cmentarza i znalazłem pomnik [T.I] . Nie miałem ze sobą ani znicza, ani kwiatka. Usiadłem na lawce pzred pomnikiem i zacząłem:
-Przepraszam Kochanie.! Tak bardzo mi zal tego wszystkiego. Wiem, ze moze mnie nie słyszysz. Ale chce ci powiedziec, ze cie kocham. Ta cała sprawa z tym telefonem. To nie bylem ja . To był Paul- mój ochroniarz. Zgubilem telefon, on go znalazl i ..... to on rozmawial z Tobą i wysłał ci te wiadomosc.
Przepraszam, ze cie zawiodłem. Prosze. Wybacz.
I wiedz, ze za jakiś czas sie spotkamy. Bedziemy jeszcze raz szczesliwi. Ale jeszcze bardziej szczesliwi niz kiedys. To ci obiecuje. I bede wiedziec, ze jestem moim życiem, głosem i powodem do zycia. Za to ci dziekuje .- zakończyłem zapłakany . Podszedłem do zdjęcia, na którym była [T.I] i pocałowałem je. Poczułem, ze ona tam jest, stoi i sie uśmiecha. To jest ta jedyna. Na zawsze.....
Odszedłem z bólem serca od grobu [T.I] i udałem sie do swojego domu.
Pomagalem ojcu [T.I] we wszystkim. Byliśmy tak jakby rodziną. Kontaktowaliśmy sie. Łączyła nas ta sama miłośc, o której nigdy oboje nie zapomnimy. A co do One Direction? Paul nie jest już z nami. Radzimy sobie bez niego. A ja ... codziennie rano budze sie i kiedy patrze w okno, słysząc szum drzew , wiem, ze to [T.I] , którą już zawsze bede kochał. A ona bedzie kochała mnie...........

Horanowa

wtorek, 12 marca 2013

Zayn \H


Padał pierwszy śnieg co prawda był już luty... i to 14 luty...
Wczoraj zerwal ze mną chłopak.
Ryczałam przez całą noc .
Rano uznałam że muszę się przejść.
Poszłam na spacer do parku gdzie zawsze z Jeremim chodzilismy na spacery.
W oddali widziałam skuloną sylwetkę chłopaka .
Szliśmy w swoją stronę.
Nagle poczułam jak jego ramię zahacza o moje.
-Przepraszam-Powiedział chłopak z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
-Spoko, nic sie nie stało - Odpowiedziałam
-Nazywam się Zayn, Zayn Malik ,a ty ???? -Zapytał
-Nazywam się [T,I] -Odpowiedziałam zawstydzona
-Może dałabyś się zaprosić na kakao ???-Zapytał z nadzieją w głosie
 -Dobra - Uśmiechnęliśmy się do siebie i poszliśmy do kawiarenki \.
*na miejscu*
-To co może weźmiemy sobie jeszcze po kawałku szarlotki ???-Zapytał
a że byłam łakomczuchem to się zgodziłam
-[T.I] tu masz mój numer telefonu za każdym razem będziesz chciała pogadać dzwoń -powiedział podając mi karteczkę z numerem telefonu.
-Dziękuje ci  Zayn , ale ja już będę musiała lecieć bo robi się późno -Powiedziałam ze smutkiem w głosie
-A może zechciała byś przyjechać na noc do mnie ???-Zapytał się Zayn
-No niewiem musiałabym sie zapytać rodziców-Powiedziałam bez przekonania
-Ja ich poproszę -Powiedział Zayn
Jak powiedzieliśmy tak zrobiliśmy, i rodzice się zgodzili.
A po raz pierwszy się naprawdę zakochałam.
Gdy dojechaliśmy na miejsce zobaczyłam ogromną willę.
Byłam bardzo zdumiona.
Zayn otworzył mi drzwi do domu i zaprosił do środka ,potem pokazał mi co gdzie jest odprowadził do łazienki i poszedł do kuchni zrobić nam coś na kolacje.
Po chwili rozebrałam się ale zobaczyłam że nie mam się w co przebrać.
Owinęłam  się w ręcznik i zerknęłam zza ściany i co zobaczyłam ...Zayna całującego się z inną
Była to blondynka,  skądś  ją kojarzyłam, ale nie wiedziałam skąd ...
Uciekłam do łazienki ponieważ strasznie mnie to zabolało.
Zayn usłyszał tylko jak trzasnęłam drzwiami. Próbował je otworzyć ale zamknęłam się od środka .
Wzięłam żyletkę i zaczęłam robić coraz to głębsze cięcia  czułam jak krew spływa po moich rękach .
Potem tylko usłyszałam jak Zayn kopną w drzwi i je otworzył...
Ale resztę widziałam już z góry... ja już nie żyłam ...nie było mnie wtedy dopiero sb uświadomiłam jak bardzo go kochałam i że nie warto było.
Zayn klękną nad moim martwym ciałem i zaczą krzyczeć
-[T.I] Dlaczego to nie tak , ja cię kocham nie umieraj kochanie!!!!!!!!!!! nie zostawiaj mnie tu samego BŁAGAM CIĘ.....
Zayn już nigdy nie był szczęśliwy odszedł  z zespołu i zamieszkał sam w domku po środku lasu .... \Horanowa
hej na stronce są :Malikowa,Tomlinsonowa ,Horanowa i niedługo dojdzie do nas jeszcze jedna ~ Horanowa

Harry

Jesteście od roku razem jutro macie swoją pierwszą rocznice waszego związku.Byłąś pewna że Harry zapomniał o waszej rocznicy lecz w tajemnicy przygotowywał dla ciebie wielką niespodziankę.Nadszedł następny dzień wasza rocznica wbrew pozorom początek dnia był zwyczajny wstałaś ubrałas się i poszłaś na miasto na wielkie zakupy które planowałaś.Wybrałaś się na nie po jakieś nowe ciuchy,buty i akcesoria na dzisiejszy obiad który planowałaś zrobić dla ciebie i dla Hazzy.W tym samym czasie Harry rezerwował bilety i załatwiał inne sprawy związane z dzisiejszym wylotem do Paryża na którym miał zaśpiewa Ci twoją ulubioną piosenkę grupy w której gra z nowego albumu Take Me Home They Don't About Us.Kiedy wróciłaś z zakupów byłaś bardzo zmęczona ale również zadowolona z łupów.Zaczełaś przymierzać wszystkie żeczy które kupiłaś.Przy tym tańczyłaś do piosenki Kiss You.Gdy nagle usłyszałaś dzwonek i pukanie do dźwi.Zastopowałaś muzyke i podeszłaś do dźwi.Otworzyłaś je a na progu stał Harry który zapytał się ciebie:
H:Spakowana już?
T:Ale gdzie idziemy nic mi nie mówiłeś
H:Pakuj się szybko bo nie zdążymy!
T:Dobrze-powiedziałam i szybko pobiegłam na góre spakować nowe rzeczy które kupiłam na zakupach
Kiedy byłam już spakowana Harry złapał mnie za rękę wzią moją walizkę i włożył ją do bagażnika ja zamknełam dźwi na klucz i wsiadłam do samochodu.Wypytywałam się Harrego gdzie jedziemy.Ale on nie chciał nic powiedzieć.W końcu dojechaliśmy na lotnisko Harry wzią nasze walizki i wsiedliśmy do samolotu który miał lecieć do Paryża byłam bardzo podekscytowana.Kiedu już po 2 godzinach dojechaliśmy na miejsce poszliśmy z Haroldem do restauracji zjedliśmy kolację,a po kolacji zaprowadził mnie w dziwne miejsce gdzie prawie w ogóle nie było żadnych ludzi i było ciemna.Harry kazał mi zamknąć oczy i zaprowadził mnie na sofe i powiedział:
H:Nie otwieraj oczu dopuki ci nie powiem
T:Dobrze-odparłam
Harry odszedł kawałek i powiedział możesz już otworzyć oczy w tym samym momencie zapaliły się światła.Sala była była pięknie ustrojona na scenie stał Harry,Louis,Zayn,Liam i Niall którzy śpiewali mi moją ulubioną piosenkę They Don't About Us.Po piosence Harry wręczył mi wielki bukiet czerwonych róż.Później złapał mnie za ręke i wyszliśmy z sali./Louisowa

Louis

Był piękny słoneczny dzień obudziłam się z uśmiecham na twarzy.Kiedy wstałam umyłam się, ubrałam moją nową sukienkę w paski i zjadłam śniadanie.Już od paru dni wiedziałam że jadą na koncert mojego ulubionego zespołu One Direction.Byłam bardzo szczęśliwa z tego powodu.Już nie mogłam się doczekać kiedy w końcu zobacze moich idoli,a w szczególności chciałam zobaczyć Louisa.Dzień koncertu zbliżał się wielkimi krokami,dlatego też zaczełąm szukać zakwaterowania w Londynie.Kiedy znalazłam hotel w przystęnej cenie od razu pojechałam do Londynu.Po długiej męczącej podróży dotarłam na miejsce i zobaczyłam hotel byłam bardzo zachwycona.Weszłam do środka i zapytałam panią o moją rezerwacje ona ją potwierdziła i boy-hotelowy zabrał moje bagaże do pokoju,a ja w tym czasie wyszłam na miasto ponieważ do koncertu zostało jeszcze parę godzin.Gdy tak chodziłam i zwiedzałam miasto ktoś biegł strasznie szybko i mnie przewrócił,nawet nie miał zamiaru pomóc mi wstać.Lecz w pewnym momenci podbiegł do mnie chłopak w kapturze i pomógł mi wstać.wtedy zapytał się mnie:
L:Nic ci nie jest?
J:Nie nic-odparłam
L:Gdzie mieszkasz?Zaprowadze cię do domu
J:Tu niedaleko.W hotelu za rogiem
L:Okej
J:Jak się w ogóle nazywasz?Kim jesteś?-zapytałam
L:Ja?
J:Tak ty przecież nie ma tu nikogo innego
L:Jestem Louis.Louis Tomlinson
J:Jestem wielką fanką waszego zespołu.Przyjechałam tu specjalnie ta wasz koncert
L:Miło mi-uśmiechną się
J:Zapraszam cię na herbatę do mnie.Zostało jeszcze dużo czasu do koncertu
L:No nie wiem
J:Nie daj się prosić
L:No dobrze
Więc nie czekając ani chwili dłużej poszliśmy do mojego pokoju.Czas na bardzo szybko zleciał nawet się nie obejrzeliśmy,a już musieliśmy wychodzić na koncert.
J:Poczekaj przebiore się i możemy iść
L:Dobrze poczekam-uśmiechną się i usiadł na sofie
J:I jak wyglądam?-zapytałam
L:Olśniewająco
J:Idziamy?-spytałam
L:Tak jasne-powiedział z uśmiecham na twarzy
Gdy dojechaliśmy już na miejsce ja siadłam na widownie,a Louis poszedł za kulisy.Koncert się zaczą byłam bardzo podekscytowana po godzinie śpiewali ostatnią piosenkę Little Things.Po piosence Louis poprosił mnie żebym weszła na scene.Louis staną przedemną i powiedział
L:Nigdy w życiu nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty jesteś wspaniała i chciałem się zapytać czy zostaniesz moją dziewczyną?
J:Bez zastanowienia krzyknęłam TAK!!!
Po paru latach bycia razem pobrali się i zamieszkali w willi Louisa w Londynie.~Tomlinsonowa

poniedziałek, 11 marca 2013

Liam


Zaczęło tego lata w wakacje. Poznałam Liama ,był to chłopak z moich marzeń :śliczny przystojny mądry i sławny.
Był pisenkarzem miał własny zespół. Zakochaliśmy sie w sobie od pierwszego wejrzenia. Niestety wakacje nie trwają wiecznie musieliśmy wracać do domów .
Spotkaliśmy sie żeby sie pożegnać
-[T.I] kocham cie nigdy nie pokocham nikogo bardziej -powiedział ze łzami w oczach Liam
-Ja ciebie też,ale czy naprawdę musimy sie rozstawać ???
-Nie chcę [T.I]ale musimy ja wiem że to bardzo boli -Powiedział Liam
-Ale jeżeli tak mówisz to nie pozwól  by do tego doszło..-nie dokończyłam bo Liam  zaczął  mnie namiętnie całować .
*następnego dnia *
spotkaliśmy się na lotnisku ,w pewnym momencie zobaczyłam że Liam bignie w moją stronę z przerażniem
Nie wiedziałam o co chodzi i stałam jak słup soli
nagle poczułam Ból i to straszny a po chwili widziałam jak Liam  obejmuje moje martwe ciało
-[T.I]NIE ZOSTAWIAJ MNIE !!!! NIE UMIERAJ NIE TERAZ !!!!! KOCHAM CIE JESTEŚ CAŁYM MOIM ŻYCIEM ! -KRZYCZAŁ Liam z przez łzy
chciałam mu odpowiedzieć ,że wszystko będzie dobrze ale nie mogłam... bo byłam martwa,byłam w niebie ...

HARRY Smutny


Był chłodny, deszczowy poranek. Wstałam z łóżka, lecz już po chwili zaczęłam tego żałować. Nie miałam humoru, na nic. W mojej sytuacji nikt by nie miał. Od dwóch lat zakochana jestem w przyjacielu, na imie mu Harry. Tak, to Harry Styles, ten Harry Styles z One Direction. On może mieć każdą, dlatego właśnie do niego nie startowałam.Był mi bliski jak nikt inny, ja jemu zresztą też. Wczoraj przedstawił mi swoją nową dzieczynę. Zabolało... Udawałam, że się cieszę, ale w głębi duszy wcale tak nie było.
Znałam go zanim był sławny, nasza przyjaźń liczy prawie 10 lat. Nasze mamy to również najlepsze przyjaciółki. Miałam kiedyś nadzieję, że wyjdzie z tego coś więcej, niestety, myliłam się. Gdy przedstawił mi tą Kimberlly, poczułam, że muszę zapomnieć. O nim. O tym co czuje. Że musze zacząć życie na nowo. Tak więc poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kakao. Moja mama już od progu przywitała mnie serdecznym uśmiechem.
- No jak było ?? - spytała. Wróciłaś jakoś wcześniej niż normalnie.
- Teraz będę tak wracać codziennie. O ile w ogóle będę wychodzić.- powiedziałam wspypując kakao do szklanki.
- Jak to? Coś się stało ? A co u Harrego???
- Możesz mi o nim nie mówić? Próbuję zapomnieć, nie widzisz?? Staram się wymazać go z życia, z pamięci. Staram się sprawić, aby zniknął. Musisz mi to utrudniać?- wykrzyczałam do mamy,a ona stała jak wryta, patrząc na mnie ze zdziwieniem. Po chwili podeszła do mnie i wprost spytała :
- Zranił cię?
- Nie mamo, ja sama się zraniłam. Sama złamałam sobie serce. To moja wina. Nie powinnam była zakochiwać się w chłopaku z wyższej półki. Albo powinnam coś z tym zrobić,
albo po prostu się odkochać. A ja nie robiłam nic. Nic...
- Skarbie, tak mi przykro. Jeśli chcesz pogadam z Anne, ona porozmawia z Harrym i...
- Mamo ! On ma dziewczynę, nie rozumiesz ?? Wczoraj mi ją przedstawił, dlatego wróciłam wcześniej.
- Ale to chyba nie przeszkodzi waszej przyjaźni ??
- Z mojej strony to nie jest już tylko przyjaźń. Mamo zrozum, za każdym razem gdy siedzieliśmy obok siebie, gdy niechcący złapał mnie za rękę, gdy tonął w moich oczach, gdy
 mówił jak bliska mu jestem, dla niego to było czysto przyjacielskie. Ale nie dla mnie. Moje serce zaczęło bić mocniej, miałam ochotę zostać przy nim, na zawsze. W jego ramionach mogłabym umrzeć, to była by przyjemna śmierć.
Gdy to powiedziałam w oczach twojej mamy pojawiły się łzy. Nie wiedziałam, czy smutku, czy wzruszenia, a głupio było pytać. Jednak zaryzykowałam
- Mamo, czemu płaczesz ??
- To co powiedziałaś, było tak piękne.... Moja mała córeczka już dorosła.- powiedziała, po czym mocno mnie przytuliła. - Chciałabym ci pomóc, ale nie wiem jak, to dość trudna sytuacja.
- Nikt nie może mi pomóc. Zapomnieć- najlepsze lekarstwo. Po chwili wzięłam swoje kakao i poszłam na górę. Puściłam jakiś dołujący kawałek. Słyszę dźwięk dzwonka ,patrzę na wyświetlacz. Katy,moja bff dzwoni.
- Co ? - powiedziałam odbierając telefon.
- To ja chcę cię zaprosić na grilla,a ty mi wyskakujesz z "co?" . Szykuj się, zaczynamy o 17 .
- Spierdalaj, nie mam ochoty- powiedziałam. Sama nie wiem, czemu byłam taka niemiła. Nigdy taka nie byłam.
- aha. fajnie wiedzieć. wiesz co? naprawdę nei wiem o co ci chodzi, ale mogłabyś się ogarnąć. to tyle z mojej strony, jak zmienisz zdanie to wbij. cześć.
- cześć.
Ku*wa co ja robię ?? Co się ze mną dzieje? - pomyślałam. Wczorajszy wieczór zrujnował mi życie. Jednak postanowiłam napisać esa do Katy i przeprosić za swoje zachowanie.
" Hej, przepraszam, po prostu nei mam humoru. Powinnaś wiedzieć czemu. Od wczoraj mnei to męczy. Jak zdążę się ogranąć to wpadnę, choć nie zapewniam, że będę w dobrym humorze. Buziaki, <t.i.>"
Wysłałam, i od razu zaczęłam się ogarniać.

* tymczasem u twojej bff *

OCZAMI HARREGO

Cześć !- rzuciłem w kierunku Katty.- Już jesteśmy !
Katy odwróciła się i spojrzała z niesmakiem.
O... hej. Nie wiedziałam że Kimberlly też będzie. No ale wejdźcie, reszta chłopaków jest już na tarasie.
- A <t.i.> ?? Jest już ?
- Nie, nw czy będzie. Ale mówiła że się postara, chociaż wątpię.- powiedziała do mnie Katty. Wczoraj <t.i.> dziwnie się zachowywała, martwiłem się o nią. Jest najbliższą mi osobą. Przyjaciółką. Najlepszą. Ale nic więcej. Nie czułem do niej ' mięty ' . To była po prostu dobra kumpela .
Może ci pomóc? - rzuciłem w kierunku Katty. - Nie dzięki, dam sobie radę. Ale miło że pytasz - odpowiedziała. Lubiłem ją. Była zawsze miła i promienna. Może właśnie dlatego
przyjaźniła się z <t.i.> . Ona również należała do osób optymistycznie patrzących na świat. Nigdy nie widziałem jej smutnej,załamanej,płaczącej. Nawet jeśli miała jakiś kłopot mówiła tylko, że życie idzie dalej. Że nie warto przejmować się głupotami. To cała <i.t.> Największa optymistka jaką w życiu spotkałem. Co ja bym bez niej zrobił ??
Nagle usłyszałem dźwięk sms. To był telefon Katy.
- KAATYYY !! SMS !!! - krzyknąłem, mimo, że była nie dalej niż 15 metrów ode mnie.
- Nie mogę teraz, to weź przeczytaj !
- No ok. To od <t.i.> Pisze, że przeprasza, i po prostu nie ma humoru. Powinnaś wiedzieć czemu. Od wczoraj mnie to męczy...- i w tym momencie, gdy Katy usłyszała treść sms podbiegła wyrwała mi telefon z ręki i sama przeczytała jego dalszą część.
- <t.i.> niedługo będzie. Wiesz Harry, jednak pomóż mi trochę.
Zgodziłem się, lecz w mojej głowie był ten sms. Coś się dzieje, czuję to. Co ją męczy?? Co od wczoraj ją męczy? No cóż, jak przyjdzie to pogadamy. Martwiłem się jak cholera ale jak <t.i.> już przyjdzie to wszystko mi przejdzie. Zapewne zarazi mnie swoją optymistyczną energią. Wtedy spojrzałem w kierunku furtki. Ona już szła. Pomachała nam i  szybko zawołała Katy.

MOIMI OCZAMI

Ku*wa mać co on tu robi ?!! I to jeszcze z tą Kimberlly ?? - powiedziałam do Katy. Starałam się powiedzieć to cicho tak, aby nikt oprócz Was nie słyszał
- Przepraszam, sama się zdziwiłam że ją tu przyprowadził. Chodź, kiełbaski są prawie gotowe.
- Serce pęka mi na miliard kawałków a ty mi tu pierdolisz o kiełbaskach ?! - krzyknęłam. Harry chyba usłyszał bo dziwnie się spojrzał. Zresztą nie tylko on. Wszyscy dziwnie na mnie spojrzeli. To nie moja wina, że ja zauważam tylko jego. Zrobiło mi się głupio.
- Ja chyba jednak powinnam pójść do domu, to że tu jestem to nie jest dobry pomysł. I do tego Harry patrzy na mnie jak na idiotkę. Wiesz, to miłej zaba...
- Chodź, proszę. Nie możesz całe życie przed nim uciekać. - powiedziała, po czym wzięła mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
Hej- powiedziałam do wszystkich przez sztuczny uśmiech. Spojrzałam na Kimberlly. Była śliczna. Piękne, blond włosy, cudowne zielone oczy, szczupła sylwetka, długie nogi...
kto zostawiłby takie cudo dla takiego czegoś jak ja ??? Harry usiadł obok niej,powiedział coś na ucho i zaczęli się całować. I w tym momencie pierwszy raz od wielu,naprawdę wielu lat na moim policzku pojawiła się łza. Louis od razu to zauważył i patrzył na mnie ze zdziwioną miną.
- <t.i.>... ten ,no ... wiesz... bo , może... - nie mógł nic powiedzieć. Po chwili zoorientowałam się, że po moim policzku spłynęła łza. Otarłam ją szybko, po czym  spojrzałam na Lou i przyłożyłam palec do ust. Katy spojrzała na mnie. W moich oczach ponownie było pełno łez. Patrzyła na mnie z niedowierzaniem, lecz nic nie mówiła. Nie wiedziałam, co mam zrobić, więc szybko otarłam łzy, po raz ostatni spojrzałam na zakochanych. That should be me!- pomyślałam.
Usiadłam, Liam opowiedział jakiś dowcip, czy historyjkę, nie wiem sama, nie słuchałam go. Wszyscy się śmiali. Dosłownie wszyscy, tylko nie ja. Wtedy Harry spojrzał na mnie ze zdziwieniem. "Ona się nie śmieje? WTF ?"  - miał minę jakby właśnie to chciał powiedzieć.
- Ej no co jest ? - krzyknął patrząc na wszystkich, a na końcu na mnie . Coś się stało ? Ty... jesteś ... smutna ? Mała, co się dzieje ? - pytał wciąż trzymając za rękę Kimberlly.
Spojrzałam na Katy. Mimiką chciałam dać jej do zrozumienia, że zaraz mu o wszystkim powiem. Katy zrobiła duże oczy i zaczęła kiwać przecząco głową.
Tak, jakby wewnątrz krzyczała:" Nie debilko, tylko nie to! Popełnisz największy błąd swojego życia" ... Nie wiedziałam co mam robić.

OCZAMI HARREGO

Nie mogłem w to wszystko uwierzyć. To było cos jak sen. Sztuczna, dziwna atmosfera. Co jest ? Najpierw wczorajszy wieczór, potem ten dziwny sms, te jej dzisiejsze zachowanie. To nie była moja <t.i.> To nie ona. Naglę między nią a Katy działo się coś dziwnego. Byłem pewien, że ona wie o co chodzi. Miałem już dość, po chwili krzyknąłem:
- Co jest ?!! No powiesz mi w końcu co się dzieje ?! Proszę, nie mogę patrzeć jak cierpisz...- po wypowiedzeniu tych słów również po moim policzku spłynęła łza.
- Okej... Powiem ...- mówiła wciąż kontaktując się wzrokiem z przyjaciółką. Ale nie tobie.  Kimberlly? Mogę cię prosić na chwilkę ? - powiedziała, a ja mało co nie zamarłem.
Kimberlly powie, a mi nie ? O co tu chodzi ? Nic już nie rozumiałem.

MOIMI OCZAMI

Kimberlly szybko wstała i poszła ze mną na spacer. Spacerowałyśmy długo, aż w końcu przystanęłam i powiedziałam : Masz niesamowity skarb. Doceń to rozumiesz ??
Jednak ona nie rozumiała o czym mówię. Odwróciłam się do niej tyłem i kontynuowałam :
Harry, jest niesamowity. To osoba, która daje ci uśmiech, gdy masz gorsze dni, jest z tobą blisko, zawsze , kiedy go potrzebujesz, jego cudowne śmiejące się oczy,
te cudowne ramiona którymi otula cię, gdy jest ci źle, te boskie dłonie, którymi gładzi twoje policzki, te usta... ile ja bym oddała żeby być na twoim miejscu i móc całować
te słodkie usta. i przede wszystkim : ile ja bym oddała, żeby móc mieć w opiece jego serce, żeby być jego powodem do życia, żeby uśmiechał się do mnie o poranku, i śpiewał kołysankę do ucha o zmierzchu. ile ja bym oddała, żeby mieć taki skarb, żeby po prostu go mieć. Nie spieprz tego rozumiesz ?? Masz być przy nim za każdym razem, gdy będzie cię potrzebował. Nie wolno ci go skrzywdzić. Masz sprawić, by czuł się najszczęśliwszy na świecie. Ja bym potrafiła. Ty też powinnać...
Obiecaj mi, że będzie z tobą szczęśliwy, że jego życie będzie najpiekniejszym jakie można sobie wymarzyć. OBIECAJ!!
- O-o-oo-ob-iec-obiecuję... - powiedziała. Była zszokowana. Miała łzy w oczach. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Zapewne nie spodziewała sie tego co jej powiedziałam.
Po chwili spytała czy już wracamy. Odpowiedziałam że tak. Gdy szłyśmy powiedziałam jej:
- Wiesz, czemu ci to wszystko powiedziałam??
- No,tak, nie za bardzo...
- Jestem tylko jego przyjaciółką. Ty jesteś jego dziewczyną. Uczyń go najszczęśliwszym na świecie. Ja zniknę. Nie potrafię żyć w jego otoczeniu. Bądźcie szczęśliwi...-wydukałam cała zapłakana.
- Jesteś cudowna. Taka przyjaciółka dla Hazzy to skarb-powiedziała, po czym objęła mnie i trzymała mnie mocno i długo w swych objęciach. Zaczęłam płakać. Wręcz ryczeć.
Ryczałam jej w ramię, a ona jedynie delikatnie przejeżdżała ręką po mojej głowie, próbując mnie uspokoić. Po chwili szyłyśmy normalnie dalej. Dotarłyśmy na miejsce.
Gdy weszłyśmy wszyscy patrzyli na nas z otwartymi ustami. Ja cała zapłakana, Kimberlly z zszokowaniem na twarzy i łzami w oczach. Harry zaczął się szczypać mówiąc pod nosem "obudź się, obudź się". Wariat. Za to go kochałam. Szkoda, że będziemy musieli się pożegnać. On był moim tlenem. Dosłownie. Bez niego nie widziałam sensu życia.

OCZAMI HARREGO

Nie, to jednak nie sen. Podszedłem więc do <t.i> i krzyknąłem do niej: Możesz mi ku*wa powiedzieć o co chodzi? To mnie już przerasta, ja nic nie rozumiem... Złapałem ją za rękę, trzymałem ją kontynuując : Co się stało ? Co się tak nagle stało ?? Najgorszy dzień mojego życia... No co się ku*wa dzieje??
Lecz ona nie odpowiadała. Stała wpatrzona w moje oczy, wszyscy wokół skupieni byli na nas. Ona wciąż patrzyła i powiedziała jedynie : Jak to teraz będzie?? Nie pomyślałam o tym, przecież, przecież ja... Wszyscy włącznie ze mną zrobili miny w stylu "WTF?!!". Oprócz Kate i Kimberlly. One patrzyły i czekały na dalszy tok wydarzeń.
Puściłem jej dłoń. Podszedłem do Kimberlly, ucałowałem ją i spytałem, czemu ona płakała.
- Bo... Harry to jest skomplikowane... .
- Bo taki jest ten świat, skomplikowany. Powiesz mi o co chodzi księżniczko ??


MOIMI OCZAMI

I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że mój świat przestaje istnieć. To ja byłam jego księżniczką. Skoro już nawet to minęło, nawet ta jedna, pieszczotliwa nazwa należy już do kogoś innego... Nie mogłam dłużej na to patrzeć. Wzięłam kurtkę i skierowałam się w kierunku furtki. Zanim wybiegłam, podeszłam jeszcze do Harrego. Przytuliłam go najmocniej jak umiałam, po moim policzku płynęła łza po łzie. On nie wiedział, że to ostatni raz gdy mnie widzi. Nikt nie wiedział, co mam w planach. Jedynie Kimberlly mogłaby sie domyślać, wątpię jednak, że słowo "zniknę" odebrała w ten sposób, o którym myślałam.
Harry ścisnął mnie również, po czym powiedział : Jeśli będziesz gotowa, czekam. O każdej porze dnia i nocy czekam na twój telefon. Jedno słowo i jestem pod twoim domem, abyś mogła mi się wypłakać w rękaw. Ucałowałam go jedynie w policzek. Przytuliłam Katy, Zayna, Louisa, Liama i Nialla.. Nawet tą Kimberlly utuliłam. Poszłam do domu, wspominając po drodze całe moje życie. Życie, które dziś zakończę. Wiem, będę żałować, ale moje serce krwawi gdy muszę patrzeć na to wszystko. Przedtem postanowiłam jednak napisać list do Harrego, by wiedział, co do niego czuję. Gdy już go napisałam wyszłam szybko z domu i udałam się na dworzec kolejowy. Po drodze wrzuciłam ten list do skrzynki pocztowej Hazzy. Wyglądało na to, że jest już w domu, bo światło w jego pokoju się paliło. Poszłam szybko dalej, przed siebie, tak, aby nikt mnie nie zauważył.
Dotarłam. Spojrzałam na rozkład jazdy pkp. Najbliższy pociąg będzie przejeżdżał tędy za około pół godziny. Wtedy rzucę się na tory. W tym czasie zastanawiałam się jeszcze, czy powinnam to zrobić. A co z mamą? Z Katy? Co jeśli mama tego nie przeżyje, jestem jej jedynym dzieckiem. Nie, ja nie dam rady, nie zrobię tego.
Wspominałam jednocześnie całe moje życie. Było cudowne, mogłoby dalej być cudowne. Ale ja bez niego nie potrafię. Po prostu nie umiem, nie daję rady. To zbyt trudne.
Nagle widzę w oddali nadjeżdżający pociąg. Za około 2 minuty przestanę żyć. Przestanę oddychać.Nie będzie mnie. Pociąg jest coraz bliżej. KOCHAM CIĘ MAMO, KOCHAM CIĘ HARRY.KOCHAM CIĘ KATY. KOCHAM WAS - krzyknęłam . Miej mnie w swojej opiece Boże !- powiedziałam. Pociąg jest już w pobliżu. Skoczyłam.
Z zamierzonym skutkiem. Zmarłam od razu, siła uderzenia była zbyt silna. Ale czy byłam szczęśliwa? Czy byłam z siebie dumna?? Nie. Nie pomyślałam, że teraz już nawet go nie dotknę. Już go nie zobacze.Chcę wrócić, chcę odżyć. Ale juz za późno. Jaka ja jestem głupia.


OCZAMI HARREGO

Po wczorajszym wieczorze dużo myślałem o <t.i.>. Jest mi bliższa niż myślałem. To ona jest najważniejsza na całym świecie, nie ma się co zastanawiać. Zasnąłem około 5 nad  ranem i około 7:00 obudziły mnie jakieś krzyki i płacze na dole. Od razu pobiegłem na dół, by zobaczyć, co się stało. Moja mama przytulająca mamę <t.i.> Jej mama płakała, cała się trzęsła. Moja zresztą też. To nie wróżyło nic dobrego.
"I jak ja powiem Harremu, że <t.i.> nie żyje? " powiedziała po cichu moja mama do mamy <t.i.> Stałem jak wryty po czym powiedziałem po cichu : Coo ? Jak to ?? To nie może być prawda ! Jak to możliwe ?
Jej mama spojrzała na mnie z pogardą. - Obyś był tego wart! - powiedziała do mnie. A ja wciąż nei wiedziałem o co chodzi. Usiadłem na kanapie, jej mama obok mnie.
- <t.i.> Wczoraj w nocy ... skoczyła pod pociąg. To było prawdopodobnie samobójstwo... - powiedziała jej mama przełykając łzy .
- ... - w tym momencie chciałem coś powiedzieć, ale rozpłakałem się jak małe dziecko. Przecież od 2 dni było z nią coś nie tak. Gdybym się bardziej postarał ona by żyła. Jak mogłem tak łatwo odpuścić ?! To moja wina, to przeze mnie do tego doszło. Ale co było głównym powodem?? Postanowiłem spytać o to jej mamę.Odpowiedziała krótko i nie dość zrozumiale :
- Nie wiem, póki co pozostaje mi się tylko domyślać. Policja szuka w jej pokoju jakichś wiadomości, listów, lub czegokolwiek co mogłoby pomóc w rozwiązaniu przyczyny jej śmierci. Nie zostawiła ci niczego??
Od razu sprawdziłem pocztę głosową, smsy, e-maila. Nic nie było. Poszedłem jeszcze tak na wszelki wypadek sprawdzić skrzynkę na listy. Było coś " od <t.i.> do Harrego" .
Nie chciałem czytać tego w towarzystwie jej matki, więc usiadłem na ławce w parku 2 ulice dalej.

Drogi Harry,
Gdy będziesz czytał ten list mnie już nie będzie na tym świecie. Jak sam powiedziałeś ten świat jest skomplikowany... Ja nie chciałam się zabić. To po prostu tak jakoś wyszło. Kocham Cię. Całego. Od głowy z cudownymi, kręconymi włosami po stopy z którymi mogłabym przewędrować choćby pół świata. Wiem że ty mnie nie, do tej pory jakoś z tym żyłam. Ale teraz, gdy wiem że ty kochasz inną, życzę Wam po prostu szczęścia. Kimberlly wydaje się być fajną dziewczyną. Wybacz że nie powiedziałam ci co mnie gryzie, ja nie umiałam. Poprosiłam wtedy na słówko Kimberlly, by uświadomić jej, jaki ma skarb. By uświadomić jej że ja jestem w stanie oddać nawet życie za taki skarb. Prosiłam ją również, by obiecała mi, że sprawi byś był najszczęśliwszy na świecie, że nigdy cię nie zrani. Obiecała mi to , więc możesz być spokojny. Będzie Wam razem dobrze, jestem tego pewna. Powiedz Katy, że była jak siostra, dziękuję jej za wszystko, kocham ją. Powiedz Zaynowi, Louisowi,Liamowi i Niallowi że byli jak tacy nieznośni bracia, ale kocham ich również i dziękuję że byli. Powiedz mojej najcudowniejszej na świecie mamie, że jest cudem, każde dziecko mogłoby jedynie śnić o tak cudownej rodzicielce jaką miałam ja. I pozdrów swoją mamę, to naprawdę cudowna kobieta :) I przede wszystkim pamiętaj - jakkolwiek źle by u ciebie nie było, nie poddawaj się. Jesteś cudowny. Chcesz dowodów?? Ok. Byłeś moim tlenem. Moim powodem do życia. Byłeś jak... Po prostu byłeś i za to Cię kocham. Najcudowniejsza osoba, na jaką można trafić. Zazdroszczę tym wszystkim ludziom na Ziemi, że mogą przebywać w twoim otoczeniu. Pamiętasz ten mocny uścisk wczoraj?? To było na pożegnanie,kochanie moje najdroższe. Powiedziałeś wtedy, że zawsze mogę na ciebie liczyć i w ogóle. Wtedy wiedziałam, że jesteś wart tej głupoty którą popełniam. Ale ja nie odeszłam skarbie. Ja wciąż jestem. Jestem, tylko mnie nie widzisz. Czujesz, lecz nie widzisz. Nie możesz dotknąć, przytulić. Ale możesz powiedzieć mi wszystko. Od dziś jestem twoim aniołem stróżem.I proszę Cię, dąż do  celu. Zawsze. Bez względu na przeciwności losu. Nie poddawaj się nigdy. Trzymaj się ciepło Harry. Zawsze będę Cię kochać. Twój anioł stróż.


Gdy to przeczytałem zalałem się łzami. Też chciałem się zabić by być z nią teraz. Gdy jej zabrakło dotarło do mnie, że ja ją jednak kocham. Że bez niej to życie będzie bezsensu. Ale nie mogłem się poddać, <t.i.> poświęciła dla mnie życie, muszę się teraz postarać, żeby faktycznie mogła powiedzieć, że byłem tego wart.
Wróciłem do domu. W domu byli już chłopacy, Kate i Kimberlly. No i oczywiście moja mama i mama <t.i.> Pokazałem im ten list podczas gdy sam poszedłem na górę wypłakać się w poduszkę trzymając jej zdjęcie w ręku. Ja ją naprawdę kocham. Boże, czemu nie dałeś mi zauważyć tego wcześniej?? Czemu pozwoliłeś, bym dał jej tak cierpieć !
Do pokoju weszła Kimberlly. Powiedziałem jej o moim uczuciu do <t.i.> Kim nie miała do mnie wyrzutów.
- Widziałam, jak ona cię kocha. Bardzo. To co napisała w tym liście, po prostu... Szkoda, że już jej nie ma, bylibyście szczęśliwi, naprawdę. Pamiętaj jednak, że mnie masz,
jak chcesz się komuś wypłakać to wal śmiało .
- Wybacz, ale wolałbym zostać sam. Ale dziękuję...


*3 miesiące później*

OCZAMI KATTY

Jest nam ciężko bez ciebie. Nie dajemy sobie rady. Twoja mama zmieniła się nie do poznania. Chłopcy również. Zayn przestał zwracać tak znacznie uwagę na wygląd.Louis nie żartuje już ze wszystkiego. Ciężko w to uwierzyć, ale on ... spoważniał. Liam przestał dokupywać sobie żółwie i normalnie korzysta z łyżeczek. A, no i przestał oglądać już Toy Story. Niall je coraz mniej, w Nandos był ostanio z 1,5 miesiąca temu. Mnie również jest bardzo ciężko... A Harry?? Jego prawie nie ma. Siedzi cały czas albo w pokoju rozmawiając z twoim zdjęciem, albo na cmentarzu siedząc przy twoim grobie. Codziennie przynosi ci kwiatka. On cię kocha <t.i..> , on cię na prawdę kocha... On cię czuje, on czuje, że jesteś z nim. Stara się robić teraz wszystko tak, byś była z niego dumna. Tak, żebyś była zadowolona. Nie zważa na to czy będzie szczęśliwy, zważa na to, czy ty byś była. To naprawdę cudowny chłopak, widać, że cierpi, zresztą tak jak my wszyscy. Na twoim pogrzebie 2 godziny po zakończeniu wszystkiego wciąż stał przy twojej trumnie. On i Kimberlly nie są już razem, nikt mu cię nie zastąpi.
Mnie również. Tęsknie za tobą. Zawsze będziesz moją najlepszą przyjaciółką, tak samo zawsze będziesz miłością Harrego, bez względu na to, czy żywą, czy martwą...

Niall

Zaczęło się od tego że ja i Niall spotkaliśmy się na plaży .
Było bardzo cieplo ,polubiliśmy się od razu,
marzyłam o tym żeby się we mnie zakochał ale na marne on miał dziewczynę Jessicę.
Pragnęłam go i to jak.
Gdy wakacje dobiegły końca musieliśmy się pożegnać,
nie chciałam tego robić ale musiałam , ja mieszkałam w Polsce a on w Londynie.
Dzieliły nas kilometry.
Ale ja nigdy o nim nie zapomniałam pewnego dnia usłyszałam w wiadomościach ,że Niall zaginą..
Zostawił Jessicę i  znikną .
Gdy tylko to usłyszałam od razu do niego zadzwoniłam ale on nie odbierał ...
Martwiłam się o niego.Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.
Poszłam otworzyć.I kogo zobaczyłam za drzwiami ??? Zapłakanego Nialla .
W puściłam go do domu , przywitaliśmy się .
Zaczęliśmy gadać i on powiedział ,że mnie kocha całym sercem i nie umie beze mnie żyć.
Ale nie możemy być razem, On jest sławny a ja jestem nikim .
(Przynajmniej ja to tak zrozumiałam )
Niall wybiegł ode mnie z domu zatrzasnęłam drzwi i wybiegł.
Biegłam za nim ile sił w nogach. W koncu się skapnęłam że on biegnie nad rzekę przeraziłam się...
Niestety nie dogoniłam go.....
Skoczyl byłam 10 metrów od niego... Nie zdąrzyłam  nie uratowałam mojej miłości..... straciłam go ....
Stracilam tego kogo tak bardzo kochalam Miłość mojego życia ...Na zawsze ... <3

Louis smutny


Dzień jak codzień znów się to stało. 
Pewnie zastanawiacie się co.
A więc moi rodzice sie rozwiedli i
nie chcieli sie mną zająć bo dla nich 
liczyła  sie tylko praca .
Mieszkałam z wujkiem który mnie bił.
Miałam tego dosyć chciałam to gdzieś zgłosić ale 
bałam sie....
Od przedszkola miałm PRZYJACIELA prawdziwego i od serca ,
był przy mnie zawsze gdy go potrzebowałam 
Do czasu  słynnego programu X-factora ...
Louis zgłosił sie do programu i tak sie stało że... wygrał 
i teraz należy do sławnego zespołu One Direction. 
Tuż po programie powiedział mi ,że nie może tak dalej, że on mnie kocha 
ja wtedy jeszcze nic do niego nie czułam, jeszcze wtedy 
moi rodzice byli razem i byłam szczęśliwa nie to co teraz.
Pobiegłam do łazienki.
Zamkęłam drzwi wzięłam tabletki i.. popołknęłam je 
Czułam że tracę przytomność .
Obudziłam sie w szpitalu słyszałam bardzo dobrze mi znajomy głos.
-[T.I] jak się czujesz słoneczko-zapytał z troską w głosie Louis 
-Louis to ty !!!!! -zaczęłam krzyczeć i płakać ze szczęścia 
-Tak [T.I] to ja .Dla czego to zrobiłaś -zapytał z niedowierzaniem 
-Ty nic nie rozumiesz nie wiesz co sie dzieje u mnie w domu mam dość takego rzycia -rozpłakałam się 
Louis mnie przytulił.
-Louis ja CIE KOCHAM  zrozumiałam to nie potrafię żyć bez ciebi -powiedziałam przez łzy
-Ale [T,I] ja mam dziewczynę  -Powiedział louis ze smutkiem w głosie-czeka na korytarzu 
oderwałam wszystkie kable jakie były do mnie podłączone i wybiegłam 
biegłam ile sił w nogach... dotarłam na ten londyński most 
na którym z Louisem sie zawsze spotykaliśmy. 
Stanełam na krawędzi i  Wrzasnęłam:
-KOCHAM CIĘ LOUIS I NOGDY NIE PRZESTANĘ!!! 
-[T.I] Nie rób tego -krzykną z tyłu Louis 
-KOCHAM CIĘ I NIGDY O TOBIE NIE ZAPOMNĘ JESTEŚ MOIM SŁOŃCEM Na NIEBIE KOCHAM CIĘ !
Skoczyłam...
poczułam wiatr we włosach i ostatnie słowa Louisa które brzmiały  tak :
-Kocham cię [T.I] rozstałem się z Eleonor,Nie rób tego!!!!
ale było już za późno poczułam Ból...
z góry już widziałam jak Louis przytula moje martwe ciało,jak je całuje 
*2 tyg później*
U mnie w pokoju znaleziono mój pamiętnik w którym dużo pisałam o moich marzeniach :
Marzę żeby mój najlepszy przyjaciel Louis zadedykował mi :THEY DON'T KNOW ABOUT US 
Gdy louis to przeczytał popłakał się.
Na moim pogrzebie nie było wielu osób przyszedł:
Louis i całe 1D,Moi rodzice,i klasa .
*Rok później na koncercie 1D*
THEY DON'T KNOW ABOUT US  dedykuje mojej nalepszej przyajciółce [T.I] [T.N]
JEST A RACZEJ BYŁA NAJLEPSZYM CZŁOWIEKIEM POD SŁOŃCEM . nigdy nie przestanę jej kochać
potem Louis sie rozpłakał i chłopaki musieli go uspokajać. 
Ale dokończyli koncert.A Louis już nigdy nikogo nie pokochał i umarł
jako starzec bez nikogo bliskiego . :'(