wtorek, 25 czerwca 2013

Smolot

Żyłaś sb spokojnie w Lublinie.Byłaś zagorzałaą fanką 1D .Pewnego dnia spełniło się twoje marzenie a mianowicie że chłopcy przylecą do PL *-* .Nigdy nie byłaś bardziej szęśliwa,zbierałaś od 2 lat więc starczyło ci na vip . Miałaś wejść za kulisy i spotkać sie z nimi ... poznać ich,spełnic marzenia...
Gdy nadszedł dzień koncertu zaczęłaś się szykować .Nałożyłaś czerwone rurki,bluzke w kratę i full capa. Wzięłaś bilet i telefon i wyszłaś . gdy dojechałas od razu poszłaś zająć swoje miejsce . Siedziałas i czekałaś .. wybiła 20.30 chłopcy mieli wejść o 21.00.Wybiła 21.10 chłopców nie było...Nagle na scene wszedł jakś męszczyzna w garniturze i zaczą mówić...
-UWAGA!! Czekac na swoich idoli...ale oni dzis nie dolecą... oni juz nigdy nigdzie nie dolecą...
Na hali zrobiło sie zamieszanie fanki płakaly i krzyczały .
-W samolocie był uszkodzony silnik.... i samolot zleciał ze 100 m.
A teraz pomyśl że...
W jednej chwili straciłas o co kochasz,swój priorytet,cel,marzenia... STRACIŁAŚ WSZYSTKO...~Horankowa

sobota, 22 czerwca 2013

Lias :'(

Ty i Liam jesteście ze sobą kilka 
miesięcy.Potem zgłosił się do X-factora i poznał chłopaków.Stawali się coraz bardziej sławni.Coraz rzadziej się widywaliście.Kiedy jechali w trasę koncertową usychałaś z tęsknoty.Pewnego dnia poprosiłaś Liama o spotkanie w parku.Widząc Cię mocno przytulił w tali i przywarł do Twoich ust.
Ty: Liam...
Liam: [T.I]
Ty: Mów pierwszy.
Liam: Nie Ty.
Ty: Liam...musimy się rozstać.
Liam:....
Ty: Jesteście sławni.Macie cały czas koncerty...coraz rzadziej się widujemy, nie możemy nigdzie wyjść.Na Twitterze coraz więcej osób mnie wyzywa to nie na moje nerwy.
Liam: Rozumiem*popłakał się i odszedł*
Ty: Liaś...*z kieszonki wypadła mu kartka.Podnosisz i czytasz.*
Kartka: [T.I]Jesteśmy ze sobą już bardzo długo i chciałbym Ci coś powiedzieć.Kocham Cię bardzo mocno i chce abyś była ze mną do końca moich dnie.Wyjdziesz za mnie.?
*Usiadłaś na ławce i totalnie się załamałaś, chociaż to Ty z nim zerwałaś.Chciał Ci się oświadczyć, a Ty z nim zerwałaś.Czułaś się najgorzej na świecie.Gdy wychodziłaś z parku dopadli Cię reporterzy.Odpowiedziałaś na kilka pytań, a potem uciekłaś, bo się rozpłakałaś.Liama kochałaś bardzo mocno, a le musiałaś z nim zerwać.To,że są sławni to nie był prawdziwy powód dlaczego go zostawiłaś.Rok tem wykryto u Ciebie raka i musiałaś wracać do Polski, bo leczenie w Londynie nie pomagało.Po prostu chciałaś mu oszczędzić cierpienia.Gdy dobiegłaś do domu opowiedziałaś wszystko mamie, a ona Cię pocieszała.Wylatywałyście za trzy dni,a One Direction za dwa dni lecieli do Szwecji.Byłaś już spakowana.Słyszysz jak Twój telefon dzwoni.Niall.*
Ty: Hallo.?
Niall: Czemu.?
Ty: To była świadoma decyzja i nie mogę jej odwołać.
Niall:[T.I] proszę Cię..Liam cały czas płaczę.
Ty: Ale zrozum nie MOGĘ dalej z nim być.
Niall: Ale pro...*rozłączyłaś się.Za chwile dostałaś sms z wiadomości,że masz się u nich za chwilę stawić.Nie zmierzałaś, ale po chwili jednak zmieniłaś zdanie.Ubrałaś się i pognałaś do domu chłopców.Było zgaszone światło.Wszędzie było dużo świeczek.Nagle ze schodów schodzą Harry,Niall,Zayn i Louis i śpiewają Little Things.Liam zszedł zaraz po nich.Klęknął przed Tobą*
Liam: Wyjdziesz za mnie.?
Ty:...
Liam: Proszę,kocham Cię.
Ty*myślisz: OSZUKAM GO*
Liam: Czy Ty w ogóle mnie jeszcze kochasz. ? *Pokręciłaś przecząco głową.To kłamstwo nie mogło Ci przejść przez gardło.*
Liam: No i wszystko jasne.
Zayn,Louis,Harry i Niall: JAK TO.?!
Ty: Po prostu.*wybiegłaś z ich domu cała zapłakana, a Liaś wybiegł za Tobą.Też płakał.*
Liam:Serio.?
Ty: Liam..Daj już spokój.
Liam: Aleee..ja Cię kocham.Rozumiesz..?! NIE WIDZĘ POZA TOBĄ ŚWIATA.! JESTEŚ TĄ JEDYNĄ..! ROZUMIESZ..! KOCHAM CIĘ..! KOCHAM..!
Ty:Proszę Cię..przestać.Wracaj do domu i zapomnij.
Liam: Nie umiem.
Ty: Ja też Cię kocham.
Liam: Ale tam...
Ty: Kłamałam.
Liam: Czemu.?*Dzwoni Twój telefon.Odbierasz.To twoja mama.Mówi,że musicie dziś wylecieć, bo lekarz przesunął wizytę.*
Ty:Muszę iść.
Liam: Odpowiedz.
Ty: Mam raka.Wracam do Polski.Wykryto go rok temu.Te wszystkie wizyty u lekarz to były po to aby opóźnić rozwój choroby.
Liam: Raka...
Ty: Dziś w nocy wylatuje.
Liam: Czemu mi nie powiedziałaś..!?
Ty: Wiedziałam,że teraz tego nie zrozumiesz.Wybacz, Liaś, muszę iść.
Liam: Idę z Tobą.
Zayn: A trasa.?
Liam: Słyszałeś co powiedziała.
Harry: ALe Liam..*Podbiegłaś do Liama, mocno do niego przywarłaś ustami.Powoli pokonałaś jego rządek jego snieżno białych zębów i waszę języki połączył się w jedność.Coraz mocniej do niego przywierałaś.Przestałaś go całować*
Ty: Liam..Kocham Cię, a teraz żegnaj.Żegnajcie.*powiedziałaś i odbiegłaś od nich.Pobiegłaś szybko do domu.Mama już wynosiła walizki.Pomogłaś jej.Po piętnastu minutach byłyście na lotnisku, a po dwóch godzinach w Polsce.Potem szybko udałyście się do przychodni.Wykonali na Tobie standardowe badania, a nastepnie kazali poczekać na korytarzu.Zanurzyłaś się wmuzyce płynącej z Twoich głośników.Byłą solówka Liama.Zaczęłaś płakać.Po kilkudziesięciu minutach z gabinetu wyszła Twoja mama.*
Ty: I co.?
Mama: Zostajesz tu już dziś.Bardzo Ci się pogorszyło.
Ty: Mama...czy ja umrę..?*Mama się rozpłakała.Ty wiedziałaś co to oznacza.Przytuliłaś się do swojej mamy, a potem poszłyście do samochodu po walizkę.Nastepnie udałyście się do Twojej sali.Mama pomogła ci się ,,zakwaterować: i musiała iść.Liam dzwonił kilka razy, ale nie miałaś ochoty odbierać.jednak bardzo żałowałaś,że Liasia nie było obok, ale przecież to TY z nim zerwałaś.Kochałaś go bardzo,ale chciałaś oszczędzić mu cierpienia.Z rozmyślań wyrwał Cię głos pielęgniarki,któa przyszła pobrać Ci krew i podłączyć pod kroplówkę.Nie spałaś praktycznie całej nocy.Czekały Cię cztery chemioterapie.Pierwsza miała być już jutro.O 12.30 obudził Cię lekarz.Przygotowali Cię do ,,chemii".Po godzinie było już ,,PO".Następna miała być za tydzień.Spojrzałaś na wyświetlacz telefonu.43 połączenia i ponad 100sms-ów.Wszystkie od Liama i chłopaków.Nie odpisywałaś nie oddzwaniałaś.Byłaś załamana.Weszłąś na Twittera.Już cały TT huczał o ty,że się rozstaliście.Odpisałaś na kilka Tweetów i dodałaś jednego,że jesteś w Polsce,że jesteś w w szpitalu.Oczywiście milion pięćset odpowiedzi.Musiałaś przyjąć leki.Potem włączyłaś muzykę i zaczęłaś oglądać stare zdjęcia z Londynu, z chłopakami, z Liamem, te śmieszne i te poważne.Usnęłaś.
3 TYGODNIE PÓŻNIEJ.
Wróciłaś z kolejnej chemioterapii.Nie miałaś już włosów, ani jednego.Podkrążone oczy, zapadnięte policzki, sińce pod oczami.Choroba Cie ,,pożerała" od środka.Pielęgniarka przewoziła Cię do sali.Byłaś coraz bardziej załamana.W końcu odważyłaś się i kilkanaście razy rozmawiałaś z Liamem, ale od pewnego czasu urwali z Tobą kontakt.Za to do Ciebie doszły informacje o nowej wybrance Pana Payna.Danielle była piękna.Nawet jej nie poruwywałaś do siebie.Leżałaś twarzą do okna i płakałaś z bólu.Nerki przestały ci pracować.Wszystko już ,,wysiadało".Piszczałaś z bólu,płakałaś, a lekarze nie mogli nic na to poradzić.Nagle poczułaś w sali czyjąś obecność.Odkręciłaś się piszcząc i płacząc z bólu i zobaczyłaś pięć twarzy.To byli Liam,Niall,Harry,Zayn i Louis.Ich twarze były powykrzywiane Twoim bólem.Przekręciłaś się na lewy bok.Skuliłaś.Znów płakałaś z bólu.*
Zayn:[t.i] Możemy Ci jakoś pomóc.?
Ty: Nie.
Harry: Zawołać lekarza.?
Ty: Nie.Mam tak od ostatniej chemii.Czeka mnie jeszcze jedna, a nerki już nie pracują.
Liam: czyli..
Ty: Tak.*wyprostowałaś się,ale i tak Cię bolało*Co tu robicie.?
Louis: Nie pisałaś Szkrabie więc jesteśmy.
Ty: To wy urwaliście kontakt.Liam..
Liam:tak?
Ty: To prawda.? Ty i Dan.?
Liam: Nie to moja przyjaciółka.To była ustawka.*Nagle do sali wszedł lekarz.Wykonał jakieś badania.*
Lekarz: Operacja odbędzie się teraz.Tylko dziś jest u nas najlepszy specjalista.Jest szansa,że przeżyjesz.
Ty: Dobrze.Poczekacie.?
Niall i Louis: Pewnie, Szkrabie.
Ty: Nouis.Chłopcy..gdybym nie przeżyła...
Zayn:Ale Ty będziesz żyłą.
Ty: Ale gdyby jednak nie..to chce abyście wiedzieli,że was kochałam, a Ciebie Liam najmocniej.*Lekarz pomógł Ci wstać i usiąść na wózek inwalidzki.Następnie przygotowali Cię do operacji*
-LIAŚ(JEGO OCZAMI)-
Operacja się zaczęła.Taks się o nią bałem.Przez ten czas gdy się do niej nie odzywałem wmawiałem sobie,że to jest jedyny sposób na to żebym o niej zapomniał.Chciałem zapomnieć, a teraz modlę się o to aby przeżyła.Niall mocno trzymał moja ręką i mocno mnie przytulał.Po pięciu godzinach wyszedł lekarz.Podniosłem zapłakane oczy, zresztą tak jak chłopcy, i spojrzeliśmy na niego, a on tylko pokręcił przecząco głową. ~Horankowa 

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Hazza :)

Harry wracał do domu, mocno padał deszcz, więc za bardzo nie widział, co się dzieje na drodze. Nawet wycieraczki mu nie pomagały, bo tylko rozmazały szybę.
   Nagle poczuł, że w coś uderzył. Zdążył się zatrzymać, gdy tylko usłyszał huk od razu wybiegł z auta jak poparzony. Zauważył, że na ziemi leżała dziewczyna. Jej głowa była we krwi, a z oczu spływała maskara. Musiała płakać.
   Chłopak przyłożył palce do jej szyi, by sprawdzić, czy jest puls. Był, jednak słaby i prawie nie wyczuwalny.
  Złapał ją za rękę. Bał się, że umrze. W końcu, z daleka usłyszał syrenę pogotowia ratunkowego. Od razu ją zabrali. Harry, wsiadł w auto i pojechał wraz z nimi. Bardzo, bardzo się martwił.. Czyżby tajemnicza dziewczyna sprawiła, że czuł się za nią tak mocno odpowiedzialny?
  Lekarze zabrali ją na salę. Harry usiadł przed nią. Splutł dłonie między nogami czekając na wyniki. Wreszcie mężczyzna w białym fartuchu wyszedł z sali z kartą pacjenta.
- I jak ? - od razu poderwał się z miejsca.
- Jest w śpiączce. Może to chwilę potrwać zanim się wybudzi, ale.. Proszę pana o pomoc.
- Tak? Zrobię wszystko co w mojej mocy.
- Proszę z nią rozmawiać, mówić do niej jak najwięcej, to pomaga.
- Mogę do niej wejść?
- Oczywiście. - Styles wszedł na salę, usiadł przy jej łóżku, bardzo blisko i złapał ją za rękę. Jej  włosy owijał bandaż. To pewnie ta rana.
- Słuchaj.. - Spojrzałem na jej kartę - (T.I.), wiem, że mnie nie znasz, ale może jednak, bo jestem Harry Styles, ale... To nie jest ważne. Chciałbym, żebyś się obudziła, bardzo tego pragnę... Ja... Przepraszam, że cię potrąciłem, ale ty znalazłaś się tam tak nagle, że... Że nie mogłem nic zrobić.. Ale teraz, pokaż mi, że jesteś silna. Jesteś kruchym maleństwem, jakby zrobiona z papieru, z porcelany.. Jak każda dziewczyna. Wiem, że najprawdopodobniej mnie nie słyszysz, ale chcę, żebyś wiedziała, że chyba zaczynam cię kochać, od chwili gdy cię zobaczyłem, choć nie wiem jak to się stało... Ale co ważniejsze, jesteś bardzo ładną dziewczyną. Na pewno masz piękne oczy, tylko dlaczego zapłakane? Pragnę to wiedzieć... Wiesz, jechałem do domu, myślałem, że nic ciekawego mnie dzisiaj spotkać nie może, a jednak stało się to.. Żałuję, że byłem nieuważny... Nie patrzyłem na tę cholerną drogę.. Ale proszę, obudź się... - wtem Harry poczuł, że ręka dziewczyny w jego uścisku lekko poruszyła się. Wstał szybko z miejsca
Od razu chwycił za telefon i zadzwonił po pogotowie.   Czekając aż przyjadą, zdjął z siebie swoją ciepłą kurtkę z kożuchem i okrył zimne ciało nieznanej dziewczyny. Pomimo tego, że nie wiedział kim jest, bardzo chciał, by jak najszybciej znalazła się w bezpiecznym miejscu. Martwił się. Przecież to on ją potrącił, to on sprawił, że teraz leży nieprzytomna, w desZczu. W sumie, nie mógł tego przewidzieć..

Nie był zbyt ostrożny, ale co prawda, za szybą nic nie widział, a dziewczyna musiała po prostu wbiec pod koła.    Harry zauważył też, że dziewczyna była nieziemsko piękna. Pomimo wszystkich obrażeń.
 -Naprawdę mnie kochasz?
-Chyba tak...
-Dziękuję, że mnie uratowałeś.
-Musiałem.. W końcu, przeze mnie tu jesteś.
-To prawda... - Harry zbliżył się do niej, i to już teraz, ten moment, gdy jego ciepłe wargi dotknęły jej zimnych warg, dziewczyna znów się rozpłakała.
-Ej, co jest, co się dzieje?
-Nic, po prostu dzięki Tobie i twoim słowom zrozumiałam, że na świecie jeszcze można znaleźć szczęście. - teraz uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Spod jej powieki wypłynęła jeszcze pojedyncza łza. Nagle maszyna zaczęła robić powolne: pik...pik...piiiii. Harry pobiegł po lekarza. Zaczęli ratować (T.I.). Niestety... Wynik końcowy był smutny. Dziewczyna umarła.
  Harry zsunął się po ścianie i rozpłakał. Czuł do niej coś... Czuł coś silnego. Kochał ją. Teraz ona... Ona może umrzeć. Świat dookoła przestał dla niego istnieć. Chciał ją teraz przytulić i powiedzieć, że będzie dobrze. Powiedziała, że dzięki niemu odnalazła szczęście.. To kolejny cios, bo jeśli ona umrze, to... Taka perełka..  Biedactwo.

~*~

  Dziewczyny nie dało się uratować. Umysł Stylesa nie mógł tego pojąć. Siedział w tej sali, przy ścianie, połykając słone łzy. Nie chciał w to wszystko wierzyć, ale musiał. Później przeklinał wszystko i wszystkich dookoła.
-Kochana, dlaczego to ja żyję, a nie ty? Tak bardzo chciałbym oddać ci moje życie... - mówił zapłakany. Tak musiało być.
Tak było pisane...~Horankowa

sobota, 15 czerwca 2013

Liam *_*

      Chodzisz do drugiej kasy liceum. Masz wielu wspaniałych, bliskich Ci przyjaciół, a nawet jesteś zakochana. W klasie o rok starszej od Ciebie jest pewien chłopak, który bardzo Ci się podoba, jednak uważasz, że bez wzajemności. Ma on na imię Liam. Jest on bardzo uczciwy, wrażliwy i wyrozumiały. Znasz go bardzo dobrze, bo przyjaźnisz się z nim od dwóch lat. Boisz się wyznać mu miłość i pewnie byś tego nie zrobiła gdyby nie pewne zdarzenie...
      Z dnia na dzień zaczynasz czuć się coraz gorzej, twój organizm słabnie, a to wszystko Cię przytłacza. Boisz się iść do lekarza, ale wiesz, że to może być coś poważnego, więc się decydujesz. Mimo lęku dzwonisz i rejestrujesz się na następny dzień. Wieczorem zasnęłaś z dużym niepokojem, a gdy wstałaś byłaś rozdrażniona i nerwowa, jednak poszłaś.
     Szklane drzwi przychodni otworzyłaś jednym sprawnym ruchem ręki i już byłaś w środku. Rozejrzałaś się dookoła. Po twojej lewej stronie był długi korytarz, po którym co jakiś czas przechadzali się ludzie w białych fartuchach. Teraz popatrzyłaś w drugą stronę, gdzie zobaczyłaś pół okrągłe biurko, za którym jakaś kobieta wypełniała papiery.
-Dzień dobry.- powiedziałaś cicho i niepewnie
-Pani {TWOJE NAZWISKO}?- powiedziała z uśmiechem.
-Czekaliśmy na panią. Proszę poszukać drzwi z numerem 23 i wchodzić. Tam czeka już na panią lekarz.- powiedziała wskazując na korytarz, na który jeszcze parę chwil temu spoglądałaś.
-Dziękuję.- powiedziałaś i odeszłaś wchodząc na korytarz.
-Dwunastka, osiemnastka, dwudziestka-trójka. To tu.- szeptałaś pod nosem.
Zapukałaś delikatnie do drzwi, z których dobiegł głos:
-Proszę!
Otworzyłaś delikatnie drzwi i spojrzałaś na pana w średnim wieku. Miał on okulary i biały fartuch. Spojrzał na Ciebie z takim uśmiechem, że nie mogłaś go nie odwzajemnić.
-Dzień dobry.- powiedziałaś cicho.
-Witam panią. Pani {TWOJE NAZWISKO}?
-Tak, to ja.
-Więc co pani dolega?- po tym pytaniu opowiedziałaś o wszystkich swoich dolegliwościach.
-Musimy przeprowadzić trochę badań, bo to co pani opisała nie wygląda dobrze. Proszę wejść do gabinetu obok tam czeka pani pielęgniarka, która pobierze pani krew.- powiedział, gdy wysłuchał o Twoim kołataniu i bulu serca.
Nie opierałaś się w pójściu do tego gabinetu. Gdy tam byłaś robili Ci pełno badań pobierali krew, robili ogólne badania itp. Czułaś coś niepokojącego w zachowaniu pielęgniarek. Wyniki miałaś odebrać za tydzień.
       Dłużyło Ci się w nie skończoność. Każdy dzień wydawał Ci się być dłuższy od poprzedniego, ale w końcu przyszedł czas na ponowną wizytę, jednak teraz w szpitala. Był on dla Ciebie miejscem nowym, bo na szczęście nie miałaś okazji tu przebywać. Na przeciwko drzwi wejściowych stał marmurowy blat, do którego prawie podbiegłaś.
-Dzień dobry. Są już wyniki dla {TWOJE IMIĘ I NAZWISKO}?
-Tak, proszę tym korytarzem na sam koniec.- kobieta wskazała Ci korytarz za swoimi plecami.
Znów musiałaś iść korytarzem, mimo, że był inny to tak samo uporczywy jak w przychodni.
-Dzień dobry. Ja po wyniki. {TWOJE IMIĘ I NAZWISKO}.- rzuciłaś.
-Ach, tak. Niestety. Nie mamy dla pani dobrych wiadomości.- usłyszałaś z ust lekarza.
Stałaś na prosto biurka, z oczu leciały Ci łzy, jedna po drugiej jakby robiły sobie z Twojego policzka tor wyścigowy. Twoje usta drżały. Nie mogłaś tego pohamować. Po całym ciele przechodziły Cie drgawki. Czułaś się jakbyś zaraz miała zemdleć na środku gabinetu lekarskiego mimo, że nie wiedziałaś co Ci dolega, ale złe przeczucia okazały się przepowiednią.
-Czy wszystko w porządku?- zapytał lekarz.
Przez chwilę nie odpowiadałaś. Patrzyłaś w jeden punkt i myślałaś o rodzinie, przyjaciołach i o nim... Liam'ie.
-T-tak. Nic mi nie jest.- powiedziałaś ocierając łzy.
-Potrzebuje pani operacji. Poważnego zabiegu. Przeszczepu serca.- powiedział spokojnie lekarz.
Teraz nogi się pod Tobą ugieły nie mogłaś nic z siebie wydusić. Każde słowo, które chciałaś powiedzieć ''gubiłaś'' w swojej krtani.
-A-ale jak to? Na pewno jest jakiś dawca. Prawda? Niech pan powie, że jest.- krzyczałaś opierając się o biurko lekarza.
-Niestety.- powiedział spuszczając głowę.- Może.my przeprowadzić operację, ale nie mamy pewności czy w pani przypadku zadziała. Wiemy, że tu liczy się pani życie, ale powiem jedno, że czasu ma pani nie wiele. Zoperujemy panią za tydzień, miejmy nadzieję, że w tym czasie pojawi się jakieś dawca.
Załamałaś się. Żadne słowo nie wyrwało się z Twojej krtani. Z bezsilności prawie upadłaś na krzesło, a lekarz spokojnie wypisał Ci wszystkie potrzebne papiery.
        Miałaś tydzień na pożegnanie się ze wszystkimi. Jednak nie byłaś na tyle odważna, by pójść do Liam'a mimo, że to Twój przyjaciel. Nie mogłaś tego zrobić osobiście, ale postanowiłaś napisać kartkę. ''Liam, trudno mi o tym pisać, ale muszę. Chce żebyś się dowiedział. Ja cię kocham. Kocham całym sercem, które jest chore. Za tydzień mam operację. Miałam mieć przeszczep, ale nie ma dawcy. Zabieg może nie wyjść, ponieważ jestem ''ciężkim'' przypadkiem. Tam w g  órze będę Twoim aniołem stróżem. Żegnaj na zawsze. {TWOJE IMIĘ}''. Kartkę wręczyłaś twojej przyjaciółce. Nie chciałaś dawać mu jej osobiście, a dziewczyna zrobiła to natychmiastowo.
        Nadszedł dzień operacji. Znów ta recepcja, ten korytarz i te biegające pielęgniarki.
-Pani {TWOJE NAZWISKO}? Sala już gotowa. Mam dla pani świetną wiadomość znalazł się dla pani dawca.- powiedziała pani za biurkiem.
Na Twojej twarzy wyrysował się lekki, prawie nie zauważalny uśmiech. Mimo, że nawet nie dowiedziałaś się kogo serce dostaniesz, byłaś wdzięczna tej osobie.
        Leżałaś w sali, do której weszła kobieta i powiedziała:
-Teraz będzie pani pod narkozą, gdy założę pani tą maskę, pani powieki zrobią się ciężkie i pani zaśnie.- powiedziała kierując się do Ciebie.
Poczułaś tylko to, że masz coś na twarzy, zobaczyłaś rozmazane smugi światła i w końcu opadające powieki.
Nic nie czułaś. Tak jakby ktoś Cię na chwilę ''wyłączył''.
-Pani {TWOJĘ IMIĘ}. Proszę się obudzić już po przeszczepie. Wszystko wyszło idealnie, więc za dwa tygodnie wróci pani do domu.- usłyszałaś kobiecy głos.
Otwierałaś powoli oczy i zobaczyłaś brązowowłosą kobietę nad Twoją twarzą. Po paczyłaś w bok i zobaczyłaś uśmiechniętych rodziców.
-Witaj kochanie. Jak się czujesz?- powiedziała do Ciebie Twoja mama.
-D-dobrze.- powiedziałaś.
-Musisz odpoczywać. Połóż się i śpij.- dokończyła twoja rodzicielka.
Widocznie zasnęłaś bo reszty tego dnia nie pamiętasz. Następne dni mijały bardzo szybko. Zaprzyjaźniłaś się z Molly, dziewczyną, która miała operację tego samego dnia co Ty. Zaufałaś jej od razu i opowiadałaś o Liam'ie, za którym niesamowicie tęskniłaś.
      Dwa tygodnie po operacji byłaś już w domu. Leżałaś i nadal odpoczywałaś, ale czułaś się na tyle dobrze, by wyjść na spacer. Otworzyłaś drzwi domu, a za nimi zobaczyłaś kwitnące kwiaty, białe obłoki, słońce, poczułaś lekki wiaterek. W sercu poczułaś tą wiosnę, która panowała na zewnątrz. Mimo, że to wcale nie Twoje serce czułaś, że jesteś z nim bardzo związana.
            Szłaś w stronę domu Twojej przyjaciółki, gdy nagle zauważyłaś ją wychodzącą z domu. Nie miałaś aż tyle siły, by do niej podbiec, ale gdy Cie zauważyła sama to zrobiła.
-Cześć. Jak ja za Tobą tęskniłam.- przytuliła Cię- Byłam u Ciebie kilka razy, ale spałaś, a nie chciałam Cię budzić, bo powinnaś odpoczywać. Mam coś dla Ciebie.- podała Ci koperte z listem.
Była nie otworzona, dobrze zaklejona.
-Od kogo to?- zapytałaś.
-Sama zobacz. Może jest napisane w środku.- zaproponowała dziewczyna.
-Chyba nie jestem jeszcze gotowa.- powiedziałaś- muszę już iść.
           Udałaś się w stronę pięknej łąki, która w świetle kwietniowego słońca wygląda bardzo romantycznie. Wyjmujesz z torebki kopertę. Otwierasz ją i wyjmujesz kartkę. ''To na pewno od Liam'a.'', myślisz i zaczynasz czytać na cały głos:
-''{TWOJE IMIĘ}, nie wiesz jak ja bardzo Cię kocham. Jesteś moim życiem, więc nie mogłem Cię tak zostawić. Jeśli to czytasz to ja na pewno teraz na Ciebie patrzę, ale tam z góry. To ja oddałem swoje serce. Teraz jestem częścią Ciebie. Przykro mi, że nigdy nie mogłem poczuć smaku twoich ust, twojego uścisku i osobiście powiedzianych słów- KOCHAM CIĘ, lecz teraz to ja jestem całym Twoim sercem i aniołem stróżem. Będę o Ciebie dbał, tam z góry. Nigdy Cię nie opuszczę. Na zawsze Twój. Liam.''
Rozpłakałaś się. Łzy same cisnęły Ci się do oczu, nogi zrobiły się jak z waty. Upadłaś na zieloną trawę, ale wiedziałaś, że musisz żyć za Was oboje...