sobota, 16 marca 2013

Harry smutny


-Ale jak to ? - zapytałam chłopaka
-Poprostu [T.I], znudziłem się Tobą. Dajmy sobie spokój – powiedział.
Znudził się mną? Chłopak z którym byłam 2 lata powiedział mi, że się mną znudził.
Odszedł szybkim krokiem z ławki, na której siedział wraz ze mną. 2 wspaniałe lata z Tomem- chłopakiem z mojego liceum. Przez ten czas ani jedna kłótnia nie przydarzyła nam się, a teraz ? To koniec.
Siedziałam sama na ławce. W ręce trzymałam mały scyzoryk. Zawsze z nim jestem, a raczej to on ze mną. Otworzyłam go i chwyciłam mocno w obie ręce. Po co miałam istnieć, skoro nie miałam z kim. Chłopak którego kochałam całym sercem, zostawił mnie. Po co w takim razie miałam sobie zaśmiecać umysł nic nie znaczącymi wspomnieniami? No po co ? No było zbędne.
Nagle znikąd pojawił się chłopak. Usiadł koło mnie. Głowę miał spuszczoną w dół. Nie zapytał czy może sie dosiąść. Poprostu sam to zrobił. Nie widziałam kto to był. Nie interesowało mnie to za bardzo. Jednak po chwili niezręcznej ciszy zdołałam się popatrzyć na niego. Poznałam go od razu. To Harry Styles. Ten Harry z One Direction. Pod wpływem emocji, które mnie ogarniały nie powiedziałam nic. Nadal siedziałam w bez ruchu i wpatrywałam sie w ostrze.
-Gdybyś chciała to zrobić, już dawno byś to zrobiła.- usłyszałam głos chłopaka
Jego glos był wrażliwy i pełem smutku. Ciepiał. Bynajmniej takie miałam wrazenie.
-Myśle nad tym, czy tego tak naprawdę chcę- odpowiedziałam ze łzami
-Jaka jest przyczyna tego, że chcesz to zrobić? - zapytał kierując swój wzrok na mnie.
Po chwili popatrzyłam na niego. Był załamany. Oczy miał czerwone od łez i czerwone policzki od zimnego powietrza.
-To konieczne? Napewno Cię to nie interesuje. Masz wkońcu swoje życie. Swoje problemy. Co obchodzi cię przypadkowo poznana dziewczyna w parku? - zapytałam odwracając wzrok
-Gdyby mnie to nie obchodziło, to bym nie zapytał.Ale skoro tak mówisz... - Harry wstał z ławki o odszedł. W ostatniej chwili chwyciłam go za rękę i lekko do siebie przyciągnęłam.
-Nie to miałam na myśli. Usiądź prosze.- powiedziałam w strone chłopaka, a ten zrobił to co wymieniłam – Wiem, że ty też cierpisz. Co jest w takim razie twoim powodem?- zapytałam go nieśmiało, patrząc mu prosto w zielone oczy.
-Dziewczyna.... Niby ta jedyna, a jednak .... a jednak wszystko poszło nie pomyśli.- powiedział kierując równiez swój wzrok w moje oczy
-Chyba wiem, o czym mówisz. Chwile temu.. zerwał ze mną chłopak.-
-Widziałem . To znaczy, domyślałem sie, że to zrobił.-
-Jak to widziałes?- zapytałam go lekko zszokowana
-Siedziałem wcześniej na tej ławce – *wskazał palcem* - widziałem mniej więcej jak Cię potraktował. Wiedziałem, że zerwał i podszedłem do ciebie. Domyślałem się, że będziemy w tej samej sytuacji. Chciałem porozmawiać -odpowiedział
-Rozumiem- powiedziałam i chwyciłam się obiema rękami za ramiona . Było mi zimno. Wiał lekki wiatr, przez którego miałam dreszcze.
-Zimno Ci?- zapytal z troską
-Troszeczkę.-
-Może pójdziemy na jakąs kawę?-zaproponował
-Jest wieczór. O tej godzinie nie pije kawy. Ale dzieki za propozycję. - zaśmiałam sie
-W takim razie na herbatę. Może Nando's? -
-Dobrze. Możemy iść.- powiedziałam z uśmiechem
-A tak ogółem, to jestem Harry.- powiedział i wystawił swoją dłoń przed siebie
-Jestem [T.I] – uścisnęłam jego dłoń i oboje uśmiechnęliśmy sie do siebie
-Idziemy?-zapytał
-Jasne- odpowiedziałam
Doszliśmy do Nando's . Wypiliśmy razem herbatę. Porozmawialiśmy, wymienilismy się numerami, a na końcu Harry odprowadził mnie do domu. Podziękowałam mu za miło spędzony wieczór i weszłam do środka.
Nasza rozmowa trwala dalej. Ale w innej postaci. Pisaliśmy ze sobą to na TT, to na telefonie.
Spotykalismy sie codziennie, spędzaliśmy razem i wspólnie wolny czas.
Po kilku dniach Harry powiedział mi, że wyjeżdża w trasę. W trasę, która ma trwać 6 miesięcy. Nie uśmiechało mi się na myśl o niej. Ale to jego praca, nie mogłam sie z nim nie zgodzić.
Wyjechał. Nadal pisaliśmy ze sobą i rozmawialiśmy przez Skype'a czy telefon.
Po miesiącu straciliśmy kontakt. Harry nie odpisywał mi na sms'y . Nie rozmawialiśmy ze sobą ani nic. Zmartwiłam się. Bałam sie , ze cos moze mu sie stało, ale w innym razie któryśz chłopców powiedziałby mi o tym.
Kilka dni siedziałam w domu i próbowałam dodzwonić sie do Harr'ego i chłopców. Nikt nie odbierał. Nie wiedziałam co jest nie tak? To moja wina? Przeszkadzałam im w pracy? Nic nie rozumiałam. Po jakimś czasie dostałam wiadomość od Hazzy. Patrząc na wyświetlacz telefonu i widząc napis "Harry" od razu sie uśmiechnęłam. Ale od razu zesmuciłam, kiedy zobaczyłam jego treść...."Zostaw mnie w spokoju. Mnie i chłopaków. To było glupie, że wogóle się zaprzyjaźniliśmy. Choć właściwie, to jakby nie patrzeć ty sie zaprzyjaźniłaś. Ja teraz szczerze mam cię w dupie." - wpatrywałam się w ekran i jeszcze raz powoli czytałam, co jest tam napisane. Nie mogłam uwierzyć w to co czytam. Jak mógł? Przecież tak dobrze się dogadywalismy. Byliśmy przyjaciółmi. Ale... wyszło, że znowu to ja zostaje na lodzie. Po co ? Dlaczego znowu byłam taką idiotką i dałam sie wrobić? Zawsze ktoś musi mnie zawodzić. Zawsze ! Ale dlaczego? Co ja takiego złego robie tym wszystkim ludziom? To że zyje? To im przeszkadza? Przeszkadza im moje istnienie? Przez wszystko. Przez wszystkie te miłości i przyjaźnie jestem winna. Jak ja mogłam robić sobie takie szanse. Myślałam, że przypadkowo poznany chłopak, ktory jest znany na całym świecie, zaprzyjaźni sie z taką osoba jak ja? Z osobą, z którą ojciec daje sobie ledwo radę. Byłam tylko ja. Ja i moj tato. Kilka lat temu zginęła moja mam. Miala wypadek. A jestem sama, bo jestem jedynczką. Kto więc chcialby kolegować sie z taką osobą jak ja? Jeszcze krok dzielił mnie od biedy. W szkole też byłam tą która siedzi na boku. A mój chłopak? Sama sie zastanawiam dlaczego ze mną był. Wszyscy sie śmiali z tego, ze z nim jestem. Wkoncu to on nie wytrzymal, ze stał sie mniej popularny dzieki mnie. Ale po 2 latach dopiero? To nie było do przewidzenia.
Po chwili przemyśleń wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer Hazzy z nadzieją, że odbierze. I odebrał. Zapłakana ze strachu i załamania nie mogłam wydobyć z siebie słowa, ale wkońcu sie przełamałam.
-Harry, dlaczego?- płakalam do słuchawki i oczekiwałam na odpowiedź chłopaka
-Daj mi spokój ! - powiedział i rozłączył się
Moje życie już do końca straciło sens. Popłakałam sie jak małe dziecko i skuliłam nogi do podbródka. Siedziałam i rozmyślałam. To juz kolejna osoba, która mnie rozczarowała i na której sie zawiodłam. Cóż... taka jest kolej życia. Ale, nie mogłam tego zmienić.
Wyszłam z domu i udałam się do parku. Usiadłam na ławce, na której poznalam Hazze. Napisałam jeszcze raz sms'a do Hazzy.Wyciągnęłam z ręki ostrze, ktore było zawsze w mojej kieszeni. Zaczęłam pisać po ręce wyraz, który miał wypełnić pustkę w moim sercu. "Harry". Napisałam imie tego, który mnie zawiódł, ale tego, którego kochałam. Do którego odczuwałam coś, czego nie potrafiłam sobie uświadomić, ani wyjaśnic.
Nie pomogło to, w tym, abym od razu zamknęła oczy i pożegnała sie z tym życiem. Miałam jeszcze czas i miejsce, zeby zapełnic swoja reke czymś jeszcze. Zaczęłam malować serce obok imienia, ale nie zdążyłam go dokończyć. Krew spływala mi po dłoni, nogach a nastepnie jej final byl na ziemi, obok ławki.
Upadłam. Ostatecznie skończyłam cierpienie i ból zarówno w sercu jak i w częściach zewnętrznych. Jedynie co mogłam wtedy zrobić, to czekać za Harr'ego. Już tam na górze.
* oczami Harr'ego *
Od jakiegoś czasu [T.I] nie odpisuje mi na TT . Nie mogłem inaczej sie z nią skontaktować. Zgubiłem telefon. Chwile po wyjeździe w trase go zgubiłem. Nie miałem jak napisać jej o mojej sytuacji. Byc moze nie widziała wiadomosci na TT. Tak strasznie za nią tęsknie. Chciałbym usłyszeć jej głos. Ale nie moge. Nie mam jak. Teraz. Kiedy juz mam z czego do niej zadzwonic. Ona nie odbiera. Kupiłem nowy telefon, ale ona nadal nic. Brak kontaktu. Kiedy pytałem chłopców, czy kontaktowała sie z nimi, oni tylko dziwnie sie na siebie patrzyli i mowili, ze nie.
Po kilku dniach telefon oddał mi Paul. Powiedział, ze znalazł go.
Zaczęłem przeglądać wszystko co w nim było. Te sms'y o co chodzi ? Tyle nieodebranych połączeń. I co ?? Ostatni sms od [T.I] przyprawił mnie o dreszcze.
"Przepraszam Harry, ze wogóle utrzymywałeś kontakt z taką osobą jak ja. Dziękuje, ze byłęś ze mną "szczery" . Rozczarowałam się. Naprawde. Nie wiedziałam, że istnieja jeszcze tacy jak ty. Z pozoru fajny i mily chlopak. A tak naprawde nic nie znaczący koleś, ktoremu zalezy tylko na popularności. Było mi miło spędzać z Tobą czas, ale życie jest inne Harry, uświadom to sobie.To już prawie koniec. Zapamiętaj, moment w którym sie poznaliśmy i moment w którym pozegnaliśmy. Wiedz, ze zawsze będę twoim życiem, głosem i powodem do życia, tak jak w piosence "Moments". Prosze, wiedz o tym."
Upadłem na kolana i schowałem głowę w dłonie. Kto to zrobił? Dlaczego? Przecież to [T.I] uswiadomiła mi czym tak naprawde jest miłośc. To z nią, chciałem dokończyć życie. Z nią. A nie bez niej. Zacząłem głośno płakać. Siedziałem sam w pomieszczeniu do czasu, kiedy Paul wszedł do mojego pokoju hotelowego. Wiedziałem, ze to on zrobił. On nigdy nie chciał, zebyśmy sie z kimś wiązali. Mówił, ze przez to tracimy fanów.
-Harry, za chwile idziemy na próbe- poinformował mnie
-To przez Ciebie !- krzyknąłem do Paul'a i rzuciłem sie na niego – jak mogłes? Zabiłes ją !!- zrozumiałem ze musze byc z nią teraz, a nie z Paul'em, ktory za to zaplaci.
Natychmiast go puściłem i szybko sie ubrałem. Wziąłem swoje rzeczy i wsiałem w samolot. Z Francji do Wielkiem Brytani nie leci sie długo. Ale za długo, zeby czekac na [T.I] siedziałem nadal z telefonem w ręku i nie mogłem uwierzyć, ze ona naprawde nie żyje.
[rzypominałem sobie słowa piosenki, które napisała mi w sms'ie . "Your life, your voice, your reason to be" – ona była i jest życiem, glosem i powodem do bycia.
Kochalem ja. Ale chciałem poczekac do konca trasy. Nie chcialem związku na odleglosc. Chcialem byc przy niej wtedy kiedy by mnie potrzebowala.
Ale nie zdążylem.
Wysiadłem z samolotu. Udałem sie szybko do domu [T.I] jej tato powiedział, ze nie żyje. Nie powiedział co sie stało. Siedzial zapłakany i trzymał w ręku jej zdjecie. Na sam widok chciało sie płakac. Poszedłem na cmentarz i szukałem nowo zrobionego grobu.
-Nawet nie byłęm na pogrzebie. Jak moglem ją tak zawieść. Dlaczego wogóle takie cos mialo miejsce- zastanawialem sie ze łzami w oczach.
Doszedłem do cmentarza i znalazłem pomnik [T.I] . Nie miałem ze sobą ani znicza, ani kwiatka. Usiadłem na lawce pzred pomnikiem i zacząłem:
-Przepraszam Kochanie.! Tak bardzo mi zal tego wszystkiego. Wiem, ze moze mnie nie słyszysz. Ale chce ci powiedziec, ze cie kocham. Ta cała sprawa z tym telefonem. To nie bylem ja . To był Paul- mój ochroniarz. Zgubilem telefon, on go znalazl i ..... to on rozmawial z Tobą i wysłał ci te wiadomosc.
Przepraszam, ze cie zawiodłem. Prosze. Wybacz.
I wiedz, ze za jakiś czas sie spotkamy. Bedziemy jeszcze raz szczesliwi. Ale jeszcze bardziej szczesliwi niz kiedys. To ci obiecuje. I bede wiedziec, ze jestem moim życiem, głosem i powodem do zycia. Za to ci dziekuje .- zakończyłem zapłakany . Podszedłem do zdjęcia, na którym była [T.I] i pocałowałem je. Poczułem, ze ona tam jest, stoi i sie uśmiecha. To jest ta jedyna. Na zawsze.....
Odszedłem z bólem serca od grobu [T.I] i udałem sie do swojego domu.
Pomagalem ojcu [T.I] we wszystkim. Byliśmy tak jakby rodziną. Kontaktowaliśmy sie. Łączyła nas ta sama miłośc, o której nigdy oboje nie zapomnimy. A co do One Direction? Paul nie jest już z nami. Radzimy sobie bez niego. A ja ... codziennie rano budze sie i kiedy patrze w okno, słysząc szum drzew , wiem, ze to [T.I] , którą już zawsze bede kochał. A ona bedzie kochała mnie...........

Horanowa

1 komentarz:

  1. Wzruszyłam się płacze i nie mogę przestać :'( Masz talent Cudowny imagin :'( :'( :'(

    OdpowiedzUsuń